wtorek, 14 października 2014

Epilog

*6 lat później*

Siedzę wtulona w mojego idealnego męża Harrego i naszą dwójką dzieci; Darcy i James. Są bliźniakami, mają po 3 latka. Zayn i Perrie ożenili się rok przed nami i mają cudownego synka; Jake'a. Liam i Danielle rozstali się kilka lat temu i teraz Payno jest szczęśliwy z Sophią. Jednak z Dan nadal mamy wszyscy dobry kontakt. Louis i Eleanor mają córeczkę;Katharine, która również jest najlepszą przyjaciółką Darcy i dwumiesięczną Shaw. Mój brat Niall niedawno wziął ślub z Jade i starają się o dziecko.
Przestałam ćpać i nie spotykam się już z Justinem. Ostatni raz widziałam go na zakończenie liceum. Podobno jest w więzieniu za handel narkotykami, ale to już nie moja sprawa.
Wróciłam do kuchni zostawiając męża z dziećmi i kończyłam przygotowywać jedzenie na grilla.
- Skarbie! - Krzyknęłam w stronę tarasu.
- Tak? - Wyjrzał za drzwi i spojrzał na mnie.
- Będzie jakiś alkohol? - Zapytałam pół szeptem, na co przytaknął głową.

*30 minut później*

Każdy był właśnie u nas w domu. Nialler zaczął rozpalać grill. Ja z Pezz przynosimy potrawy na stół na tarasie.

- Mamo on mnie ciągnie za włosy! - Cała uwaga skupiła się na małej dziewczynce o zielonych oczach. Hazz wziął ją na ręce, podszedł do synka i zaczął mu tłumaczyć, że dziewczynki się szanuję i nie powinno się ich bić.
- Tatusiu? Uderzyłeś kiedyś mamusię? - Zapytała Darcy, a ja poczułam zakłopotanie.
- Nigdy. - Skłamał.

_______________________________________________
Niestety. KONIEC. Tak, to ja Ania, zdecydowałam o tym. Nie podobało mi się to fanfiction. Było za bardzo.. głupie.
Przepraszam.
Wybaczcie.
Może kiedyś będziemy miały ochotę zacząć nowe opowiadanie. Jak coś to może znajdziecie gdzieś linka na facebook'u lub twitterze.
KOCHAMY WAS, PA.

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 29

- Jesteś śpiąca? - zapytał kiedy wróciliśmy do hotelu. Pokręciłam głową, a mój wzrok powędrował do jego ust, które podkręciły się do góry w uśmiechu, bo prawdopodobnie to zauważył.
Harry zamruczał drapieżnie i sięgnął do mojego boku, na którym znajdowało się zapięcie sukienki. Jednym ruchem uwolnił mnie z ciasnoty materiału, ukazując światu moje nagie piersi. 
 - Harry - pisnęłam cichutko, gdy ujął zniecierpliwionymi wargami jedną z nich. Mężczyzna oddalił na chwilę usta od mojej skóry i spojrzał na mnie z czystą namiętnością. Czułam pod sobą twarde wybrzuszenie, napinające materiał jego spodni. 
 - Chodź - szepnął i odepchnął się od ściany, trzymając mnie bez wysiłku w swoich ramionach. Nie zdążyłam się odezwać, bo jego usta już były przyciśnięte do moich. Tak zachłanny, tak władczy... Czułam na swoich udach ciepło jego dłoni, które, wędrując ku górze, podnosiły powoli moją sukienkę. Ogarnął mnie przyjemny dreszcz, gdy długie palce dotknęły, przypadkiem lub specjalnie, mego najbardziej czułego miejsca, ochronionego jedynie cienkim materiałem bielizny. Harry pociągnął mnie nagle w górę i siedzieliśmy teraz naprzeciw siebie wśród, pachnących męskimi perfumami, białych pościeli, wpatrując się w swoje oczy w, pełnej erotycznego napięcia, ciszy. Harry pociągnął za dół mojej sukienki i przełożył mi ją przez głowę, pozostawiając mnie w samych majtkach i szpilkach. Wciąż skanując uważnie moją twarz, rzucił niedbale, gdzieś w bok ubranie, a potem zatrzymał swoje ruchy i zniżył nieco wzrok,
 oceniając widok przed sobą. Poczułam, że się rumienię. Mimowolnie zakryłam dłońmi piersi, choć przecież nie należałam do nieśmiałych. Harry zacmokał kilka razy z dezaprobatą i chwycił mnie za nadgarstki, odciągając ręce od mojego 


ciała. 

- Nie, nie, nie... Ani się waż. Jesteś zbyt seksowna, by ukrywać to przede mną. - mruknął cicho, łaskocząc mnie palcami po plecach. Moje ciało zareagowało na ten dotyk gęsią skórką. Zarzuciłam mu ręce na szyi i pocałowałam szybko. 
 - Twoja kolej - szepnęłam, trzymając usta oddalone o milimetry od jego. Zaśmiał się cicho, zmysłowo i puścił mnie, by rozpocząć powolne rozpinanie guzików jego białej koszuli. Przez cały czas patrzył mi w oczy z uniesionymi lekko kącikami ust. Gdy uporał się z ostatnim guzikiem, spojrzałam w dół, zachwycając się nad jego idealnie wyrzeźbionym, wytatuowanym torsem. Pojedyncze rysunki, małe i duże porozrzucane były po jego skórze, dodając jego wyglądowi drapieżności. Przejechałam palcem po konturach dużego motyla, znajdującego się między żebrami, a Harry zadrżał nieznacznie pod moim dotykiem. Nakreśliłam opuszkami dwie drogi od motyla do jego ramion, a potem zsunęłam powoli białą koszulę i, podobnie, jak on zrobił to z moją sukienką, rzuciłam ją gdzieś za siebie. Usłyszałam cichy szelest, gdy opadła w jakimś punkcie pokoju. Wtedy natarłam dłońmi na tors mężczyzny, zmuszając go, by położył się na łóżku. Posłuszny moim ruchom, wpatrywał się we mnie oczekującym spojrzeniem. Obsypałam powolnymi, leniwymi pocałunkami jego szyję, a potem zabrałam się za rozpinanie jego paska od spodni. Pomógł mi i już po chwili zsuwałam z jego nóg spodnie i bokserki. Chciałam wziąć w dłonie jego naprężonego członka, lecz powstrzymał mnie szybko, chwytając mocno w pasie i przerzucając ponownie na plecy. Jego usta wpiły się w moją szyję, a ręka pieściła brzuch i okolice pod nim, doprowadzając mnie na granice rozkoszy. Nie rozdrabniał się. Pochwycił pospiesznie brzeg moich majtek i zsunął je ze mnie w mgnieniu oka, pozbawiając jakiejkolwiek ochrony przed jego głodnymi oczami. Przebiegł wzrokiem po całym moim ciele, zatrzymując się na chwilę w strategicznym miejscu, co wywołało absolutny płomień na mojej twarzy, a potem pochylił się powoli i zaczął pieścić językiem mój brzuch i kości miednicy. Był tak blisko, tak kusząco blisko... Próbowałam powstrzymać potrzebę wydania z siebie rozkosznego jęku, lecz bezskutecznie. Uczucie ekstazy było zbyt intensywne. Harry drażnił mnie, konsekwentnie omijając te najbardziej czułe okolice. Zimne mokre ślady, przyprawiały mnie o dreszcze, lecz żaden z nich nie poprowadził tam, gdzie tego pragnęłam. 
 - Harry, do cholery - warknęłam, czując, że nie byłam w stanie wytrzymać dłużej. 
 - Zamknij się, bo jeszcze dłużej cię pomęczę - syknął, podciągając się szybko i zamknął mi usta pocałunkiem. Odpowiedziałam na niego zachłannie, zaciskając pięść na lokach Harry'ego i przyciskając, wolną dłonią, jego tors do siebie. Harry zamruczał rozkosznie, po czym niespodziewanie, przycisnął palce do mojej łechtaczki i zaczął poruszać nimi powoli. Wzięłam spazmatycznie oddech i przeklęłam głośno, czując błogie, rozpływające się po całym ciele, uczucie nieograniczonej ekstazy. Przejechałam paznokciami po plecach mężczyzny, wiedząc, że zostawiam na nich swój ślad, a Harry ugryzł mnie lekko w płatek ucha. Wiłam się pod jego dotykiem, nie mogąc powstrzymać swoich ruchów i czując narastające spełnienie. Byłam zdana na jego łaskę.
Oddychałam głośno, przyciskając swoje czoło do jego i wbijając paznokcie w jego skórę. Gdy niebezpiecznie zbliżałam się do osiągnięcia orgazmu, zatrzymał swoje ruchy i położył rękę na materacu, obok mojej głowy, a ja pisnęłam błagalnie, spragniona jego niebiańskiego dotyku. Zaśmiał się cicho, widząc w jak żałosnej rozsypce się znajdowałam, a potem podniósł się, siadając na łóżku i sięgnął do swoich rzuconych na podłogę spodni. Wyjął z nich skórzany portfel, a z niego foliową paczuszkę. Usłyszałam charakterystyczny szelest i już po chwili, mężczyzna ponownie pochylił się nade mną, by złożyć na moich ustach najgłębszy pocałunek, jaki kiedykolwiek od niego otrzymałam. Ujął w dłonie moje nadgarstki i ułożył je nad moją głową, z łatwością zamykając je w szczelnym uścisku swoich palców. Wolną ręką, zaczął głaskać czule wnętrze mojego lewego uda, a potem przesunął je nieznacznie do zewnątrz. Byłam na niego gotowa, pragnęłam poczuć go w sobie, wypełniającego mnie rozkosznie... Chciałam, by kochał się ze mną tu i teraz... 
 Obezwładniona, oddawałam się każdemu jego dotykowi, wpatrując się w pełnym zaufaniu w jego zielone oczy. Uścisk na nadgarstkach wzmocnił się nagle, a potem poczułam, jak Harry bez ostrzeżenia wchodzi we mnie, wywołując cudowne uczucie wypełnienia. Jęknęłam głośno i szarpnęłam się w niekontrolowanym uniesieniu. Uwięzione nadgarstki walczyły o wolność, lecz Harry nie dawał za wygraną, wciąż przytrzymując je silnie, gdy poruszał się szybko i statycznie. Jego oddech przyspieszył, a ja po raz pierwszy widziałam, jak traci nad sobą panowanie, ukazując mi twarz zupełnie przesłoniona namiętnością. Schował ją w zgłębieniu między moją szyją a ramieniem i warknął cicho, tracąc na chwilę koncentrację, dzięki czemu mogłam uwolnić ręce. Wplotłam je w jego włosy i pociągnęłam delikatnie, zmuszając Harry’ego do ponownego spojrzenia mi w oczy. 
- Harry... - szepnęłam, próbując opanować przyspieszony oddech. Jego członek dotykał najczulszych miejsc, doprowadzając mnie na skraj świadomości. Harry włożył rękę pod moje plecy i przycisnął mnie do siebie, wywołując jeszcze większą eksplozję doznań. Nie mogłam powstrzymać namiętnego krzyku, czując, że spełnienie narasta we mnie szybko. Widząc to, Harry pogłębił swoje pchnięcia, a ja zacisnęłam powieki, wiedząc, że już długo nie wytrzymam. On też oddychał coraz głośniej, warczał co chwilę i szeptał do mojego ucha nieprzyzwoite rzeczy, które wprawiały mnie tylko w jeszcze większe podniecenie. Zaklęłam głośno i zaplotłam nogi wokół jego bioder, czując zbliżający się orgazm. Harry wsunął dłoń w moje włosy, a potem pociągnął za nie mocno, zmuszając bym obnażyła przed nim szyję, którą zaatakował głodnymi ustami. To było dla mnie zbyt wiele.
 Jęknęłam głośno, zaciskając mocno palce na jego ramionach i doszłam, czując niekontrolowane fale erotycznego upojenia. Wypowiadałam imię mężczyzny , nie mogąc opanować spazmatycznego drżenia ciała. Harry doszedł kilka chwil później, przeklinając cicho i całując mnie namiętnie, a potem opadł bezwładnie na moje ciało, jeszcze przez moment dysząc ciężko. Zacisnęłam powieki, chowając twarz w dłoniach i rozpoczęłam pracę nad pozbieraniem się z podniecającego amoku. Zaczęłam wodzić jedną dłonią po mokrym ramieniu Harry'ego, łaskocząc go delikatnie i przyprawiając o gęsią skórkę. Mężczyzna oparł się po kilku minutach na łokciu, a wolną ręką pochwycił moją szyję i przyciągnął mnie do siebie gwałtownie z groźnym wyrazem twarzy. Patrzyłam teraz na niego z bliska, wstrzymując na chwilę oddech. 


Obudziłam się wtulona w jego tors. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i była godzina 9:52. Poleżałam jeszcze chwilę na łóżku, przy nim ale postanowiłam pójść pod prysznic. Nałożyłam na siebie koszulę Harrego, wzięłam kosmetyczkę i bieliznę, i ruszyłam do łazienki. 

Kiedy skończyłam się myć, ubrałam się w TO, zrobiłam makijaż i wróciłam do pokoju, gdzie siedział Hazz i robił coś na telefonie. Miał dziwny wyraz twarzy. 
- Coś się stało? - Zapytałam i dopiero teraz mnie zauważył.
- Ktoś napisał na twitterze, gdzie jesteśmy. - Usiadłam obok niego i położyłam mu głowę na ramię. 
- Ale Dubaj jest duży, skąd mogą wiedzieć w jakim hotelu jesteśmy?
- Właśnie o to chodzi, ze wiedzą. - Pokazał ręką na okno. Podeszłam w skazane miejsce i zobaczyłam pod budynkiem jakoś 20 fanek i 10 paparazzi. - To jeszcze nic. 

*wieczorem*


Cały dzień nie wychodziliśmy z hotelu. Niestety, Ale za to leżeliśmy cały czas, rozmawialiśmy, oglądaliśmy tutejszą telewizję. 

- Masz ochotę na wino? - Zapytał mnie Harry. 
- Proponujesz mi alkohol? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie zdziwiona. 
- Na to wygląda. - Uśmiechnął się i wstał, podszedł do mini barku. Wyjął z niego butelkę czerwonego trunku i dwa kieliszki. Nalał do nich cieczy i wrócił podając mi naczynie. 
- Za nas? 
- Za nas. 



*1h później* 


Skończyliśmy pić pierwszą butelkę. Cały czas praktycznie się śmialiśmy. Hazz poszedł wziąć szybki prysznic. Słyszałam jak coś sobie nuci, gdy wszedł do pokoju uklęknął przy mnie.

- NIE MOGĘ CI WIELE DAĆ!
- Powinieneś to śpiewać za każdym razem gdy ściągasz spodnie. - Pół poirytowany i rozbawiony. Podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. 
- Co ty wyprawiasz? - Zapytałam cały cały czas się śmiejąc. Szedł w kierunku balkonu. - Ej, boję się. - Biłam go pięściami w plecy. Chłopak stanął przy barierce, wychylił się na dół, a no zapiszczałam. 
- Jak ją zrzucę to ją złapiecie? - Krzyknął prawdopodobnie do ludzi stojących na dole. Usłyszałam górę śmiechu i pisku. W końcu postawił mnie na nogi, i dostałam słodkiego buziaka. 



____________________________________________________


Rozdział jest dodany w NIEDZIELE! :D

Musimy się przyznać, że sceny 18+ nie są pisane przez nas. 


ROZDZIAŁ SIĘ PODOBA? 

NO TO KOMENTUJEMY! 

wtorek, 30 września 2014

Rozdział 28

*2 dni później*

Jest 4 rano, a my jesteśmy w drodze na lotnisko. Kiedy dojechaliśmy Harry wyciągnął nasze walizki z bagażnika, zapłacił kierowcy taxi i udaliśmy się do wejścia budynku. Spojrzałam na tablice lotów.
- Harry.. nie ma tu Dubaju. Czy my na pewno lecimy dzisiaj? - Zapytałam się spoglądając na rozbawionego chłopaka.
- Tak skarbie. Prywatnym samolotem.
- A no tak. Zapomniałam. - Objął mnie wolną ręką i zaprowadził do Pani u której mieliśmy zostawić swój bagaż.

*30 minut później*

Nasza mała odprawa trwała krótko. Zamiast 2 godziny czekania tak jak każdy, my mieliśmy tylko 30 minut.
Kiedy byliśmy już w środku maszyny, przywitały nas bardzo sympatyczne stewardessy. Usiedliśmy na dużych i wygodnych siedzeniach i zapieliśmy pasy.
- Boisz się? - Zapytał mnie Hazz.
- Nie no co ty. - Sama nie wiedziałam czy się boję, bo samolotem leciałam tylko dwa razy i było to jakoś kilka lat temu. Pilot odpalił silnik i zaczął jak na razie jechać na pasie startowym. Zamknęłam oczy i ścisnęłam dłoń mojego chłopaka. - Chociaż zastanowię się nad moją odpowiedzią. - Poczułam jak jesteśmy już w powietrzu i nadal nie otworzyłam oczu.
Kilka minut później czułam się swobodniej i lepiej przyzwyczaiłam się do lotu.
- Ile będziemy lecieć?
- Jakoś 7 godzin.
- Żarty sobie robisz?
- Nie. Ale możemy porobić coś fajnego w tym czasie. - Poruszał zabawnie brwiami.
- Siedem godzin, możesz przypadkiem wylecieć oknem. - Pogroziłam mu palcem.
- Prześpij się, kochanie. - Wskazał głową na kanapę która była na przeciwko, a na nim był rozłożony biały koc. Wstałam i powolnym krokiem poszłam we wskazane miejsce.

*4h później, oczami Harrego*

Ona tak słodko śpi. Podszedłem do niej i zrobiłem jej zdjęcie. Po czym dodałem je na instagrama.
- Rosie. - Powiedziałem cicho i pocałowałem ją w policzek. Mamrotała coś pod nosem.
- Co? - Odpowiedziała w końcu.
- Musisz coś zjeść.
- Śpię. - Obróciła się na drugi bok. - Nie jestem głodna.
 - To wstawaj już jesteśmy. - Usiadła i zaczęła się rozglądać.
- I co kłamiesz.
- Ale już nie śpisz. Nudziło mi się, dlatego Cię budzę.
- Czyli nie muszę jeść?
- Musisz.
- Ale jak nie zjem nic, to nie umrę, nie jestem anorektyczką.
- Jeszcze. - Popatrzałem na nią groźnie i już bez gadania poszliśmy zjeść croissanty.

Po śniadaniu, nie mieliśmy co robić więc Rose wpadła na pomysł.
- Zagrajmy w grę. Papier, kamień, nożyce. Ten co będzie przegra daje buziaka wygranemu.
- Przegrałem. - Uśmiechnęła się pięknie, a ja jej dałem słodkiego całusa.

*4h później, oczami Rose*

Wylądowaliśmy już, i jesteśmy właśnie w hotelu. Rozpakowujemy się. Hotel jest naprawdę piękny. Nasz pokój wygląda tak : KLIK. Poszłam wziąć prysznic. Po skończeniu czynności w samym ręczniku poszłam do walizki i wyciągnęłam strój kąpielowy, a z szafy sukienkę. Zrzuciłam materiał z ciała i założyłam strój. Poczułam, że ktoś obejmuję mnie w pasie. Odwróciłam się w jego stronę. Pocałował mnie zachłannie.
 - Harry. - Powiedziałam przerywając pocałunek.
- Chce Cię.
- Idziemy na plaże.
- Może poczekać. - Odsunęłam się od niego i z złowieszczym uśmiechem, ubrałam na siebie sukienkę KLIK. - Pewnie, narób mi ochoty, i mnie olej - Wzięłam torbę i zaczęłam pakować do niej potrzebne rzeczy.
- Wybacz skarbie, takie rarytasy to wieczorem.
- Trzymam Cię za słowo.


*1h później*

Jesteśmy w drodze na plaży i w sumie bardzo się ciesze z tego wyjazdu. Możemy wypocząć; sami. I o to chyba chodziło. Jak na razie nikt chyba nie zauważył Harrego Styles'a w Dubaju 4 tysiące mil od Londynu. Zdaje sobie sprawę z tego, że oni są znani na całym świecie. I gdzie nie są to zawsze będą jakieś fanki. Ale tutaj na pewno będzie ich mniej iż w Wielkiej Brytanii. Boję się trochę, że teraz ktoś przypatrzy go na plaży i da znać na twitterze czy innym portalu społecznościowym i to rozniesie się po całym kontynencie czy świecie. Ale nie uważam, żeby ktoś specjalnie tu przyleciał, żeby spotkać wielką gwiazdę. Może czasem ludzie mają w dupie twoje życie prywatne i twój prywatny czas. Ale oni zaczynając karierę, musieli być przygotowani na to, że ich życie się całkiem zmieni i ich tajność będzie wszystkim znana.
Dotarliśmy szybko w zaplanowane miejsce. Rozłożyliśmy koc i usiadłam na niego.
- Nie rozbierasz się?
- Na razie nie. Jakoś za godzinkę.
- A co jeśli Cię wrzucę?
- Nie dostaniesz buziaka przez miesiąc. - Wymachiwałam mu rękoma przed twarzą. Na co on wybuchnął śmiechem, wziął mnie na ręce i biegł w stronę wody. - JA NIE ŻARTUJĘ! - Zatrzymał się na płytkiej wodzie.
- Wejdziesz dalej sama?
- Nie. - Rozbiegł się i zanurkował razem ze mną. Kiedy się wyłowiliśmy zaczęłam go chlapać. - Idiota! - Chlapałam go dalej i zaczęłam wychodzić z morza. Szedł za mną i chciał mnie złapać. Ale ja go popchnęłam i chłopak wpadł do wody.







_________________________________________________________________

MINĄŁ TYDZIEŃ, ROZDZIAŁ DODANY.
Tak naprawdę pisałyśmy go jeden dzień, bo szkoła -.-
5 sprawdzianów w tygodniu, czemu nie, my przecież nie mamy życia.
10 KOMENTARZY PROSIMY? 

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 27

Wróciliśmy z Niallem do mieszkania.
- W końcu w domu! - Krzyknął kiedy tylko wszedł przez drzwi. - Idę pod prysznic, zaraz pogadamy.
- Mam się bać?
- Może. - Zrobić groźną minę, na co ja się zaśmiałam.

*20 minut później*

Brat wrócił do salonu, kiedy ja leżałam i oglądałam jakiś głupi film.
- Jestem taki głodny. - Powiedział wchodząc do kuchni.
- Czemu mnie to nie dziwi? - Przewróciłam oczami. Chwile później coś, a raczej ktoś położył mi się na plecach. - Niall! Nie ważysz 40 kg!
- Ważę 30 kg.
- Chciałbyś.
- Ej, czekaj, czekaj, co to... - Złapał za mój nadgarstek i patrzył na tatuaż. - Serio? Tatuaż? Ja nie mam żadnego, a ty..
- Harry ma jakieś 50, też chciałam!
- A co on na to?
- Jeszcze nie wie. - Spojrzał na mnie podejrzanie. - Ale mu powiem. Jutro.
Do 1 w nocy siedzieliśmy i rozmawialiśmy o koncertach, o całej trasie. Opowiadał przezabawne historie. Mówił o każdym psikusie co zrobili. Po prostu gadaliśmy jak rodzeństwo, tak jak kiedyś. Tylko, że teraz jest sławny, kiedyś nie był. Ale pomimo tego nie zmienił się. Kiedy już każdy szedł do swojego pokoju, przytuliłam go i powiedziałam:
- Jestem z Ciebie tak cholernie dumna. - Nie wiem czemu to powiedziałam, chyba musiałam. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie wspierałam go kiedy zaczynał. Kiedy może było mu ciężko. Pamiętam jak nagle z dnia na dzień go zabrakło. Nie mogłam się pozbierać. Ciągle wmawiałam sobie jak ja cierpię, przez to że mnie zostawił. Byliśmy bardzo zgranym i kochającym się rodzeństwem. Ale tak naprawdę to ja go zostawiłam. Nie mogłam znieść myśli, że opuścił dom dla kariery, ale to właśnie wtedy on potrzebował mnie najbardziej. Zamiast dawać mu siłę i wierzyć w niego, to przez to że traktowałam go jak powietrze i nic nie wartą szmatę, on cierpiał gorzej niż ja kiedykolwiek. I dlatego nienawidzę siebie, że nie byłam wtedy przy nim.

*rano, 9.30*

Wstałam i pierwsze co to się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że nie jestem teraz sama w domu. Prawdopodobnie jeszcze śpi, więc wzięłam telefon i zeszłam do dół, do kuchni. Postanowiłam zrobić naleśniki. Ponieważ jakoś rok ich nie robiłam, na internecie sprawdziłam przepis i zaczęłam przygotowywać śniadanie.

Oczywiście pierwszy naleśnik się nie udał, ale pamiętam, że od zawsze to był taki mój rytuał, że jak pierwszy nie wyszedł, reszta będzie świetna. Nie myliłam się. Po 10 minutach jedzenie były gotowe, ale brat nadal spał. Poszłam do jego pokoju i zobaczyłam jak słodko śpi. Nie mogłam się powstrzymać i zrobić mu zdjęcie.
- Niall. - Powiedziałam cicho. Zero reakcji. - Niall. - Znowu nic. Musze go obudzić, ale nie reaguje. Pobiegłam do kuchni wzięłam szklankę, wróciłam do pokoju; nadal śpi. Poszłam do jego łazienki. Ktoś tu musi posprzątać, i na pewno tą osobą nie będę ja. Nalałam wody do naczynia i stanęłam koło łóżka.
- Niall! - Spróbowałam ostatni raz. - Masz tak cholernie głęboki sen. Wybacz. - Śmiałam się pod nosem i wylałam zawartość szklanki na chłopaka. Wzdrygnął się i otworzył oczy.
- Masz 3 sekundy żeby uciec. - Od razu zaczęłam biec, a Nialler nawet nie czekał tylko zaczął mnie gonić. Najpierw uciekłam na dół i stanęłam za kanapą. Po 2 sekundach wbiegł do salonu.
- Ja.. - Śmiałam się. - Zrobiłam naleśniki. - Spojrzał na mnie i później na kuchnie, gdzie zobaczył na wysepce porcję naleśników.
- Udało Ci się.

*5h później*

Właśnie wchodzę do domu Harrego.
- Harry! - Wydarłam się na cały dom. - Harry! - Chyba całe One Direction jest głuche od tych koncertów. - Dobra, idę do domu! - Obróciłam się, ale usłyszałam huk. Okazało się, że Hazz się wywalił na schodach.
- Pomogłabyś. - Powiedział zraniony. Położyłam się na podłodze i nie mogła opanować śmiechu.
- Daj mi chwile. - Jeszcze jakąś minutę się śmiałam, aż w końcu brzuch mnie zaczął od tego boleć. Wstałam i podeszłam do chłopaka. Dopiero teraz zauważyłam, że jest w samych bokserkach.
- Ubrałbyś się. - Powiedziałam dalej ze śmiechem.
- A ty rozebrała. - Odpowiedział. Spojrzałam na niego jak na debila.
- To nie było takie śmieszne. - Pogroziłam mu palcem. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie, tak że wylądowałam na nim. Dał mi słodkiego buziaka w usta.
- Tęskniłem.
- Ja też. - Pocałowałam go w czubek nosa.


Właśnie oglądaliśmy film, a dokładnie ''Gwiazd Naszych Wina"
- On nie umarł! - Ryczałam, dosłownie, Harremu w koszulkę. Czułam się jak by mi dziadek zmarł.
- To tylko film. - Głaskał mnie po plecach.
- AUGUSTUS NIE ŻYJE!
- Wiem jak poprawić Ci humor.
- Nie oddasz mu swojego serca...
- Skarbie. Nie chodzi mi o ten film.
- Nic nie przywróci mu życia.
- Jedziemy za dwa dni do Dubaju. - Powiedział prosto z mostu. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami.
- A tam będzie Gus? Nie, nie będzie! Bo on nie żyje.
- Wrócimy akurat przed twoją szkołą.
- Jak Augustus nie chodzi do szkoły to ja też.
- Ja pierdole. - Zaśmiał się.
- Musze Ci coś powiedzieć. - Zmieniłam temat i spojrzał na niego. - Ale nie krzycz. Bo wiesz, ty masz tak dużo tatuaży, i one są do końca życia. I ludzie mają marzenia, żeby sobie jakiś zrobić. I trzeba wierzyć w marzenia..
- Rose?
- Bo ja sobie zrobiłam tatuaż. - Podwinęłam rękaw i pokazałam mu napis. Spojrzał na mnie zdziwiony i na początku nie chciał uwierzyć. Później był trochę zły. Jakiś czas się nie odzywał, ale w końcu powiedział:
- Szkoda, że nie uzgodniłaś tego ze mną. - Pocałowałam go niewinnie na przeprosiny.

*oczami Harrego*


- Miałem wytrzymać do Dubaju. - Całowałem ją zachłannie. - Ale nie mogę. -  Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Posadziłem ją na łóżku i zdjąłem z niej koszulkę. Obdarowałem ją kolejnym pocałunkiem. Rozpiąłem jej stanik i delikatnie objąłem dłońmi jej piersi. Poruszyła się niespokojnie, ale po chwili wplotła palce w moje loczki. Rozpiąłem jej spodnie i zsunąłem z jej ciała. Rzuciłem je na podłogę, a po chwili dołączyłem moje spodnie, koszulkę i naszą bieliznę. Wyjąłem z szafki prezerwatywę. Zacząłem się delikatnie w nią wsuwać. Spojrzałem jej w oczy i splotłem nasze dłonie obok jej głowy. 


- Nasz pierwszy raz miał być wyjątkowy. 
- Jest wyjątkowy. - Poruszałem się w niej powoli obserwując jak moja kochana czuje się coraz lepiej ze mną. Jak nasze ciała łączą się w miłości. Wygięła się oddając mi siebie. Doszła jęcząc moje imię. Zamknąłem ją w ramionach przeżywając mój własny kosmos. 




___________________________________________________________

PRZEPRASZAMY, ŻE ROZDZIAŁ JEST WE WTOREK :(
Ale szkoła..
To chyba wytłumaczenie każdej autorki fanfiction. Ale taka prawda.
Mamy nadzieje, że się podoba. I NAPRAWDĘ polecamy Gwiazd Naszych Wina, i film i książkę :)
Chyba nie aż taki krótki rozdział, dlatego liczymy na dużo komentarzy  

KOMENTUJEMY 

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 26

* następny dzień, 20 *

Dzisiaj umówiłam się na imprezę ze znajomymi. Do naszego ulubionego klubu. Chcieliśmy spędzić czas tak jak kiedyś. Na początku moja mama; z którą poprawiły się moje stosunki, nie chciała się zgodzić. Ale obiecałam jej, że nie będę pić.
Ubrałam się w TO. Zrobiłam sobie makijaż. I miałam jeszcze 10 minut, więc sprawdziłam instagrama. Po czym poszłam do walizki i wyciągnęłam moje czarne lity. Usłyszałam trąbienie, więc wzięłam torebkę i pobiegłam do drzwi. Krzyknęłam krótkie Wychodzę. I poczułam się jak kiedyś.
W aucie czekali na mnie: Hazel, Oscar, Lukas i Lilly. Przywitałam się ze wszystkimi i od razu pytali czy naprawdę jestem z Harrym Stylesem.
- Tak. - Uśmiechnęłam się do nich.
- A dasz mi jego numer? - Zapytała podekscytowana Lil.
- Niestety nie. - Odpowiedziałam i zaśmialiśmy się.
- Żartowałam jak coś. On by nawet na mnie nie spojrzał.
- Spokojnie. Jak na mnie spojrzał to na Ciebie tym bardziej. - Wszyscy od razu zaprzeczali, ale ja wiem swoje. Od zawsze ona miała najwięcej chłopaków i każdy to wiedział.
Dotarliśmy na miejsce po 10 minutach. Podeszliśmy do ochroniarza i pokazaliśmy swoje dowody. Oczywiście podrobione.
Weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do baru. Każdy zamówił sobie po drinku, a ja na razie piwo z sokiem. Spojrzeli na mnie pytająco.
- Ktoś musi być trzeźwy.
- Rose, nie widzieliśmy się 2 miesiące. Trzeba nadrobić stracony czas. - Powiedział Luk. Niestety nie skończyło się na jednym piwie.

*miesiąc później*

Dzisiaj chłopcy wracając z Ameryki. Od rana nie mogę sobie znaleźć miejsca. Do 18 zostało jeszcze 3 godziny. A ja już wysprzątałam cały dom, sprawdzałam 15 razy instagrama, tumblra i twittera.
Spaliłam prawie pół paczki fajek z nerwów, jak zareagują na mój tatuaż. Bo jeszcze o tym nikomu nie powiedziałam. Postanowiłam zadzwonić do Perrie.
* Hej, ty też się nie możesz doczekać? - Zapytałam od razu. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Krzyknęła do słuchawki. - Niby to było tylko 2 miesiące.. 
*- Tylko? 
- No tak. Oni mieli raz trasę na pół roku. I mają prawdopodobnie w następnym roku na 8 miesięcy. 
*- CO? - Zapytałam zdziwiona. 
- Musisz się przyzwyczajać, że czasem będą wyjeżdżać i jak są w domu to trzeba się nimi nacieszyć!
*- Ta.. - Rozmawiałyśmy jeszcze około 20 minut. A po rozmowie poszłam wziąć kąpiel.

*2h później*

Jesteśmy już w drodze na lotnisko. Serce mi bije jak oszalałe i trzęsą mi się ręce, nie wiem czemu. Przecież nie spotykam Harrego jako idola tylko chłopaka.
W końcu dojechałyśmy na miejsce. Było tam pewno fanek. Bałam się czy my się dostaniemy do bramek. Jednak dzięki ochronie jakoś przeszłyśmy.
- Za 5 minut powinny być. - Oznajmiła nam Jade. Zaczęłam chodzić w kółko, nie mogąc się doczekać jak ich zobaczę. Czuję się jak bym go nie widziała rok lub więcej. Zobaczyłyśmy przez szybę, że jakiś samolot wylądował i to chyba byli oni. Nie mogłam się opanować i skakałam jak jakaś idiotka.
- Spokojnie. - Powiedziała ze śmiechem Danielle, i akurat w tym momencie zobaczyłam całe One Direction. Pobiegłam w ich stronę i wskoczyłam na mojego chłopaka, nie mogąc powstrzymać łez.
- TAK BARDZO TĘSKNIŁAM!
- Ja bardziej. - Pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Ktoś mnie klepnął po ramieniu, niechętnie odwróciłam wzrok. Niall! Przytuliłam go bardzo mocno.
- Dom jeszcze cały?
- No wiesz, nie chciałam Ci tego mówić przez telefon..
- Rose!
- Żartuję. - Uśmiechnęłam się do niego.
Po drodze powrotnej do auta chłopacy dali jeszcze kilka autografów.
- Kochanie.. - Powiedział mi na ucho Harry. A ja po prostu nie mogłam się nie uśmiechać.
- Tak?
- Idziesz do mnie czy do siebie?
- Raczej ty musisz się rozpakować, przespać, czy coś.
- Ale się stęskniłem!
- Jutro przyjadę. - Zrobił oczy kota ze Shreka. Pocałowałam go krótko w usta. I wsiedliśmy do auta.





____________________________________________________________________

KOLEJNY ROZDZIAŁ, TAK WIEMY KRÓTKI.. MOIM ZDANIEM RÓWNIEŻ DO DUPY, NIC SIĘ NIE DZIEJE ;/
Dałyśmy miesiąc później bo chciałyśmy, żeby oni już wrócili.
Obiecujemy, że w następnym rozdziale będzie OSTRO! :D
Ten rozdział pisałyśmy w jeden dzień, bo SZKOŁA -.-
I tak na lekcjach gadamy co będzie dalej XD
Chciałybyśmy żebyście na twitterze pisały #EvilPL 
I swoje opinie czy cokolwiek chcecie! :*
POZDRAWIAMY!

piątek, 12 września 2014

Informacja

A WIĘC.. 
Czyta 23 osoby, ale pod 25 rozdziałem są tylko 4 komentarze. 
Od niedzieli minęło 5 dni. 
Wiemy, że każdy autor fanfiction 'żąda' komentarzy, ale dla was to minuta, a dla nas DUŻO.

WRACAJĄC DO TEMATU
ZASTANAWIAMY SIĘ NAD ZAWIESZENIEM EVILA :) 

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 25

* 5 dni później *

Od 5 dni nie odzywałam się z Harrym. Wiem tyle, że się najarałam, znowu. I z tego co mi powiedzieli, prawdopodobnie zadzwoniłam do niego i nagadałam jakiś głupot. Ale ja się pierwsza nie odezwę, chociaż wiem, że to moja wina.
Właśnie jestem w drodze do Mullingar. Jednak się zdecydowałam tam pojechać.W Londynie i tak nie mam co robić w nieobecność chłopaków. Chociaż w Irlandii spotkam się ze znajomymi.
Podłączyłam słuchawki do telefonu i puściłam TO. Długo się nie nasłuchałam, ponieważ zadzwonił mój telefon. Niall.
- Tak? 
*- O co chodzi z Harrym? Bo jest wkurwiony już parę dni. 
- Nie wiem. 
*- Wiesz, tylko mi nie powiesz. 
- On ma spiny, tak? Jego się pytaj. 
*- Do nikogo się nie odzywa.
- Nie mój problem. 
*- Nie mam do was siły. A tak w ogóle, to co robisz? 
- Jadę pociągiem. 
*- Że niby gdzie?! 
- Do Mullingar. Muszę kończyć, pa.

* oczami Harrego *

Niall rozmawiał z kimś przez telefon i właśnie idzie w moją stronę. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, z nikim nie chce.
- Wiesz co u Rose? - Zapytał spokojnie.
- Nie. A czemu pytasz?
- Bo tak się zdaję, że jest właśnie w drodze do Irlandii. - Powiedział i odszedł.
Wyciągnąłem Iphona i wpatrywałem się chwilę w wyświetlacz. Nie wiedziałem czemu tam jedzie, ale żeby się dowiedzieć nie chciałem do nie dzwonić, bo nadal jestem na nią wkurzony. Ale muszę się wiedzieć, dlatego napisze sms'a.
 Po co tam jedziesz? 
*A interesuję Cię to? 
Jak by nie interesowało, to bym nie pisał. 
*Ok, mój Justinku :). - Jak to przeczytałem zezłościłem się tak bardzo, że z całej siły kopnąłem w krzesło, które z hukiem poleciało pod ścianę. Wybrałem numer do niej. Za pierwszym razem nie odbierała. Za drugim również. Dopiero za trzecim.
- Tak trudno odebrać? 
*- Może... to po co dzwonisz? 
- Po co kurwa nazywasz mnie jego jebanym imieniem?!
*- Nie mogę?
- NIE!
*- Masz problem, skarbie. - Oparłem się o ścianę i głęboko oddychałem, żeby się uspokoić.
- Czemu my się kłócimy nawet jak się nie widzimy prawie miesiąc. - Powiedziałem bardziej do siebie niż do telefonu.
*- Może dlatego, że im dalej jesteśmy od siebie, tym bardziej boimy się o utratę siebie nawzajem. 
- Co chcesz przez to powiedzieć? 
*- Że możesz przestać być zazdrosny o każdego. Jak będę chciała Cię zdradzić to Ci to powiem. - Zaśmiała się co wywołało u mnie uśmiech. Szczery uśmiech. Ten którego brakowało na koncertach.
- HARRY SIĘ UŚMIECHA! LUDZIE! EUREKA! - Zaczął krzyczeć Louis, co prawdopodobnie
usłyszała Rose, bo jeszcze bardziej się zaczęła śmiać.
*- Pozdrów go ode mnie. 

* oczami Rose, 2h później *

Dojechałam już do Mullingar i jeszcze podczas podróży pisałam z Hazel, i uparła się, że przyjadą po mnie na PKP. Oczywiście bez Daniela. Teraz szybko wytłumaczę kto to Daniel.
Od zawsze przyjaźniłam się z Hazel. Byłyśmy ze sobą zżyte, byłyśmy jak siostry. Często nocowałyśmy u siebie, jednak ja częściej u niej. Dlaczego? Daniel to starszy brat Hazel.
Jednak dopiero po kilku latach przyjaźni z dziewczyną zaczęłam inaczej go dostrzegać. Szczerze, zaczęłam się w nim podkochiwać. Ale nie mogłam o tym nikomu powiedzieć.
Pewnego dnia kiedy nocowałam u przyjaciółki, w nocy obudziłam się, gdyż zachciało mi się pić. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Wtedy nie wiadomo skąd pojawił się on.
Pierwszy raz w życiu wtedy z nim rozmawiałam, bez towarzystwa jego siostry, lub mamy.
Od tamtego dnia wszystko się zmieniło.
Co noc którą spędzałam u Hazel. Chociaż nie do końca u niej. Zawsze jak zasypiała, ja szłam do jego pokoju. Na początku to były tylko pocałunki. Później zaczął mówić ile dla niego znaczę. I w końcu zrobiliśmy to. Dla mnie to było bardziej coś ekscytującego, ponieważ to z nim straciłam dziewictwo.
To trwało jakiś miesiąc. Gdy pewnego dnia, jak co sobotę, wybraliśmy się do klubu.
Daniela miało tam nie być. Mówił, że dzisiaj musi zostać w domu. Kłamał.
Kiedy przyszła moja kolej na pójście po drinki. Siedział przy barze. Oczywiście nie był sam.
Był z jakaś blondynką, której nie znałam imienia, ale znałam ją z twarzy,
Całowali się. Chociaż nie wiem czy to można tak nazwać. Usiadłam koło nich jak gdyby nigdy nic i szturchnęłam chłopaka w ramie. Kiedy na mnie popatrzył na początku był zdziwiony. Potem powiedział mi prosto w twarz przy tej dziewczynie, że byłam tylko zabawką do ruchania. Dosłownie.
Kiedy wróciłam do przyjaciół cała zapłakana, musiałam im tłumaczyć wszystko.
Mniej więcej dwa miesiące po tym zdarzeniu wyprowadziłam się do Londynu.


Kiedy wysiadłam z pociągu szukałam wzrokiem kogoś znajomego. Zobaczyłam Hazel i moją mamę.
Podeszłam do nich i wróciłam się do przyjaciółki.
- Co ona tu robi? - Zapytałam.
- Musicie porozmawiać.
- Cześć córeczko. - Przytuliłam ją i przez chwile poczułam się jak mała dziewczynka.







_______________________________________________________________

PRZEPRASZAMY ŻE ROZDZIAŁ JEST W NIEDZIELE, A NIE WCZEŚNIEJ!
Jak dla mnie ten rozdział jest do dupy, lol.


15 KOMENTARZY? 

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 24

*- Skarbie.. - Zaczął.
- To nie tak! On mnie zdenerwował!
*- Rozumiem, naprawdę. - Był dziwnie spokojny.
- Ale to znaczy, że ty nie jesteś zły? - Zapytałam zdziwiona.
*- Nie. Oni nie chcą prawdy, chcą sensacji. Łapią człowieka i dorabiają mu jakąś historię. Robią z niego wielką gwiazdę, tylko po to by go potem publicznie zniszczyć. Żeby zarobić na zdjęciach i gazetach. To chore i tyle. Ale ty będziesz silna, dla mnie. Dobrze? - Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- Postaram się.
*- Kocham Cię, księżniczko.
- Ja Ciebie też. - Nie spodziewałam się tego. Zatkało mnie.

*następny dzień, 14*

Jestem ubrana w TO, ponieważ Justin napisał sms'a że później przyjdzie. Zaczęłam rozczesywał dopiero co umyte włosy, po czym je wysuszyłam, i wyprostowałam. Teraz postanowiłam się pomalować. Najpierw nałożyłam korektor na moje niedoskonałości. Pomalowałam lekko rzęsy. Poprawiłam brwi i na koniec zastanawiałam się nad kreskami. W ostateczności je zrobiłam.
Napisałam wiadomość do Jus'a.
O której będziesz jak coś? Po minucie odpisał.
*Około 19. 
Czyli mam ponad 4 godziny. Zeszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Nie chciałam płatek, bo chyba tylko to jadłam od 12 dni. Czyli od czasu kiedy chłopacy wyjechali. Zaglądnęłam do lodówki w której było jeszcze 3/4 tego co przed wyjazdem kupił Niall. Więc postawiłam na gofry i koktajl z malin.
Kiedy przygotowywałam posiłek, włączyłam sobie radio. Zjadłam skończone gofry z bitą śmietaną.
Zastanawiałam się co będę robić przez te 4 godziny. Chyba pomaluję sobie paznokcie. Poszłam do mojego pokoju i z parapetu wzięłam koszyczek z lakierami. Po chwili zdecydowałam się na burgundowy. Kiedy skończyłam lewą dłoń usłyszałam, że ktoś napisał do mnie na facebook'u. Zdziwiłam się trochę, ponieważ z wszystkimi pisze tylko i wyłącznie sms'y. Okazało się, że to moja koleżanka z Irlandii.
*Jak tam, młoda? - Przez chwile nie wiedziałam co odpisać.
W porządku. Czemu się nie odzywaliście?
*Myśleliśmy, że przez to co się stało z Danielem, nie chcesz nas znać.
Tylko za nim nie tęsknie. 
*On przeciwnie. Masz dobry towar w tym Londynie? 
I tu mam znajomości, spokojnie.     
*Masz zamiar przyjechać w odwiedziny? Zabalujemy jak dawniej. 
Postaram się za tydzień przyjechać, ale nie chce go widzieć! 
*Nie martw się o to, nie ma z nami kontaktu. 
Jak coś to napisze lub zadzwonię. Pa x
*Oki, pa x



*około 19*
Jus przybiegł do mojego domu.
- Szybko, oni będą zaraz! Nie mamy czasu! - Nie mogłam nawet, żeby zapytać kto i gdzie jedziemy. - Wskakuj. - Wskazał na motor i podał mi kask.
- Ze na to? - Wskazałam na maszynę.
- Tak, ruchy! - Zrobiłam to co kazał. Od razu ruszył, a ja odruchowo objęłam go w pasie ze strachu. Daniel też miał motor. Jezu, Rose! Nie myśl nawet o nim!
Po 5 minutach drogi dojechaliśmy pod supermarket.
- Po co my tu? - Zapytałam.
- Po alkohol. - Odpowiedział od razu, a ja spojrzałam na niego pytająco. - Przyjdzie jakoś 5 osób.
- Gdzie?
- Do Ciebie. - Oznajmił krótko. Poszedł w kierunku przedziału z procentami. Wsadził do koszyka 2 wódki i 5 czteropaków piw. Zaczął iść w stronę kasy, poprosiłam go, żeby kupił mi paczkę papierosów. Po tym jak zapłaciliśmy, wróciliśmy do mnie.
Zaczęliśmy rozkładać napoje na stole, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Okazało się, że przyszli, Chris, Ricky, Matt, Kate i Victoria, której jeszcze nie znałam z imprezy. Z wszystkimi się przywitałam i zaprowadziłam do salonu, gdzie już Jus wszystko przygotował.
Niektórzy usiedli na kanapie, a reszta na fotelach. Zaczęłam rozmawiać z Vic, żeby się lepiej poznać. Przy rozmowie obie piłyśmy po piwie, tak jak reszta.
Jakoś 20 minut później; Justin zaczął polewać. I tak się zaczęło.


*3h później*

Po 22, wszyscy byliśmy pijani. Wczesna pora jak na zgon.
- Mam towar. Palimy? - Zapytał Matt z uśmiechem, wyciągają jointy z tylnej kieszeni w spodniach.
I każdy zadowolony spalił swoje.
Pół godziny później, wpadliśmy na pomysł żeby zagrać w butelkę.
Jako pierwszy kręcił Ricky. Wypadło na Kate.
- Zatańcz erotyczny taniec. - Oznajmił z uśmiechem. Dziewczyna bez wahania wykonała zadanie. Teraz ona kręciła butelką. Wypadło na mnie. Chwile myślała, i w końcu z uśmiechem powiedziała:
- Zadzwoń do twojego chłopaka i powiedz coś głupiego. - Wzięłam mój telefon do ręki i wybrałam numer Harrego, ale tylko dla tego, że byłam najebana. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po 2 sygnałach odebrał.
*- Tak?
- Heri, rolniku mój! - Wszyscy wybuchnęli śmiechem. 
*- Rose? 
- Tak mam na imię. 
*- Wszystko dobrze? 
- Nawet lepiej.
*- Gdzie ty jesteś? Są z tobą dziewczyny?
- Jak masz na myśli Kate i Victorie, to tak. Harry, mam pytanie. 
*- Ta.. 
- Jak Lou sobie wali to myśli o Eleanor? - Znowu usłyszałam śmiechy
*- Wpierdolę Ci. 
- Też Cię kocham. - Rozłączyłam się.





______________________________________________________________

MASAKRA, DODAJEMY ROZDZIAŁ W CZWARTEK! 
Kim jest Daniel? 
Jak wam się podoba nowy wygląd?
Piszcie sugestie w kom. ! 


15 KOMENTARZY, prosimy! 



piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 23

* dwa dni później, 10 rano*

Obudziłam się i poszłam pod gorący prysznic. Plany na dziś to poznać młodsze rodzeństwo Justina. Tak, nie mam nic lepszego do roboty. Wczoraj Harry nie dzwonił, napisał tylko krótkiego sms'a
,,Jestem zamęczony, przepraszam"
Tylko pytanie, jest zmęczony pracą czy mną. Mam nadzieję, że pracą. Dramatyzuję.
Za godzinę chłopak powinien po mnie przyjść, więc postanowiłam coś zjeść. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Po tym jak zjadłam, poszłam do mojego pokoju i ubrałam się w TO. Miałam jeszcze chwile czasu, więc byłam na instagramie. Napisałam krótką wiadomość do Jus'a.
Jestem już gotowa jak coś. 
Prawie od razu mi odpisał.
*Będę za 5 minut x 
I dokładnie po 5 minutach zadzwonił dzwonek w drzwiach.

*1h później*

Justin ma młodszego braciszka; Jaxon, i młodszą siostrzyczkę; Jazmyn. Bawiłam się właśnie z dziewczynką lalkami, kiedy jej starszy brat podszedł do nas i uśmiechnął się.
-  Idziemy zapalić? - Zapytał szeptem.
- Tutaj?
- U mnie w pokoju. - Odpowiedział. Jednak pokazałam wzrokiem na dziewczynkę. - Jaz, pobawisz się chwilę sama, a ja pokaże Rosie mój pokój.
- Dobrze. - Odparła słodko.
- Okej to.. prowadź, czy coś. - Powiedziałam do Jus'a. Najpierw szliśmy w kierunku schodów, później przez korytarz i na samych końcu, drzwi po lewej. Chłopak przepuścił mnie pierwszą. Pomieszczenie miało 3 białe ściany i jedną zieloną. Dwu osobowe łóżko było po prawej stronie. Na przeciwko różne szafki, komody i szafa. Po lewo od mebli, były 3 duże okna i drzwi balkonowe. Pod oknami stało biurko, na którym leżały cztery sztangi fajek. - Kolekcjonujesz czy co? - Zapytałam ze śmiechem wskazując papierosy.
- Zawsze jest okazja by zapalić, na przykład taka jak teraz. - Wziął otwartą paczkę Marlboro i poszedł na balkon, a ja za nim. Poczęstował mnie i odpalił najpierw sobie, a później mi. - Tylko Alfons odpala swojej dziwce.
- W każdej chwili walnąć Ci w jaja, chcesz? - Zapytałam z groźną miną. On tylko się krótko zaśmiał i paliliśmy do końca w ciszy. Gdy mieliśmy już wracać do dzieci, w pokoju stał Jaxson, z smutną miną.
- Nie lubię jak palisz tego śmierdziela. - I wyszedł z pokoju. Spojrzeliśmy na siebie z Justinem.
- Od dzisiaj jest nowa nazwa dla fajek. - Powiedział i dogonił swojego brata, biorąc go na ręce.

*2h później*

Nadal jestem w domu u Jus'a, ale teraz postanowiliśmy pooglądać telewizję. Chłopak zaczął przełączać kanał za kanałem. Nagle zatrzymał na wywiadzie.. z One Direction.
- Czemu to włączyłeś? - Zapytałam.
- Jazmyn ich lubi. - Dziewczyna pokiwa głową i wpatrywała się w ekran.
- Piątka chłopaków, może już mężczyzn, z xfactor. Teraz, jesteście gwiazdorami i marzeniami milionów dziewcząt na świecie. Zdajecie sobie z tego sprawę? - Mówiła prezenterka. 
Niall- Oczywiście, dziwne uczucie wyjść gdzieś w domu i być wszędzie rozpoznanym, ale da się przyzwyczaić. 
- A jak to jest jak chcecie gdzieś wyjść na randkę? 
Liam- Raczej takie spotkania urządzamy w domu, z dala od paparazzi. 
- Jeśli już mówimy o paparazzi. Harry czy słyszałeś co zrobiła twoja nowa dziewczyna? 
Harry- Nie. - Był zdziwiony.
- Przed wczoraj Rose została tak jakby zasypana pytaniami od jednego z paparazzi, ona mu odpowiedziała ,,Pieprz się" Widać, że wybrałeś sobie dziewczynę z niewyparzonym językiem. 
Harry- Chyba na pewno, kiedyś ty, my, widownia przeklęła tak? 
Niall- Rose, to moja siostra, i wiem, że jest czasem nie znośna, ale chyba by takiego czegoś nie powiedziała. 
- Mamy nagranie. Proszę o włączenie. - Teraz było puszczone nagranie, ze mną w roli głównej. Widać było po Harrym, że był zdenerwowany. Kiedy nagranie się skończyło miałam łzy w oczach, ponieważ, nie wiedziałam, że on to nagrywa, i jeszcze teraz każdy to ogląda i nie wiadomo co myśli o mnie. Justin spojrzał na mnie i przełączył.
- O ja Cię! To byłaś ty Rosie? - Zapytała mnie dziewczynka. Spojrzałam na nią i niepewnie kiwnęłam głową.
- Dobra, no to ja się będę zbierać. - Oznajmiłam i wstałam z kanapy.
- Odwiozę Cię motorem. - Zaproponował chłopak.
- Nie, przejdę się, ale dzięki. - Pożegnałam się z dziećmi, a następnie z chłopakiem i wyszłam. Po drodze zapaliłam papierosa, i miałam w dupie krzywe spojrzenia innych ludzi. Nawet ktoś mi zrobił zdjęcie, ale nie interesowało mnie to. Marzyłam tylko o tym, żeby zadzwonił do mnie Harry i powiedział, że dobrze postąpiłam i żebym się nie martwiła, wszystko jest okej. Ale wiedziałam, że tak nie będzie. Gdyby Hazz nie był w trasie, pewnie dostała bym w ryj czy coś.
Byłam już w domu. Wzięłam butelkę wody z lodówki i poszłam do siebie do pokoju. Włączyłam laptopa i postanowiłam tak spędzić resztę dnia.
Po 30 minutach, usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Na wyświetlaczu było zdjęcie mojego chłopaka. Bałam się odebrać, ale miałabym jeszcze większy opierdol gdybym nie odebrała wcale.
- H-halo? - Zająknęłam się.





______________________________________________________________

Hej, skarby!
Taki surprise i rozdział dzień przed!
Jestem z Wiktorią oddalone o 486 km od siebie, ale piszemy na skype i dajemy radę!
14 czytelników i się z tego ciesze :) / Ania


Jesteście mega kochani, dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Polecajcie Evila znajomym i cieszmy się razem!/ Wiki

TEKSTY EVILA: 
ANIA- Ile ty masz lat?!
-Masz rację!

WIKI-  I BYŁO FAJNIE! 


KOCHAMY WAS! <3 font="">

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 22

* oczami Rose, następny dzień *

Obudziłam się na kacu. Poszłam od razu na dół i wzięłam 2 tabletki przeciwbólowe i wypiłam pół butelki wody. Poleżałam chwile na kanapie przysypiając, i po chwili zastanawiałam się co będzie dzisiaj robić. Postanowiłam siedzieć cały dzień w domu. Ale po godzinie ktoś zadzwonił do mnie. Na początku myślałam, że to Harry, ale jednak był to Justin.
- Tak?
*- Hej, wstałaś?
- Taa..
*- Głowa boli?
- Już mniej.
*- To git. Będę za 10 minut. - Ale zdążyłam nic odpowiedzieć, ponieważ się rozłączył. Nie miałam najmniejszej ochoty się z nim spotkać. Szybko pobiegłam na górę w celu szybkiego ubrania się i umycia zębów. Ubrałam się w TO. Kiedy umyłam zęby, usłyszałam dzwonek do drzwi. Z niechęcią poszłam je otworzyć. Chłopak stał, uśmiechnięty i trzymał w ręce prawdopodobnie chińskie jedzenie.
- Pomyślałem, że jesteś głodna.
- Dzięki. - Powiedziałam obojętnie.

*1h później*

Jus nadal u mnie jest. Siedzimy w salonie i gadamy.
- Podobają mi się twoje tatuaże. - Podziwiałam jego rękę całą w rysunkach.
- Myślałaś kiedyś, żeby sobie jakiś zrobić?
- Tak. Mam dużo pomysłów. Chciałabym na nadgarstku, ale nie wiem jaki. Czy znacz nieskończoności, serduszko, gwiazdkę, kotwice.. - Wymieniałam z namysłem.
- A może napis Believe?
- Noo! Ale to też nie jest takie proste. Muszę znaleźć dobre studio w Londynie, umówić się z tatuażystą, zapytać się Harrego czy mogę...
- Gdybym ja był twoim chłopakiem...
- Ale nie jesteś. - Nie dałam mu dokończyć. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wykonałam połączenie do Hazzy. Niestety nie odebrał. W tym czasie Justin również gdzieś dzwonił, ale nie wiem gdzie.
- Dzisiaj. Tak. Dobrze. Mhm. Do zobaczenia stary. - Zakończył rozmowę i zwrócił się do mnie. - Jesteś umówiona.
- Co? - Zapytałam zdezorientowana.
- Mój dobry kolega, zrobi Ci tatuaż.
- A zrobił Ci któryś?
- Jakoś ponad połowę. - Zgodziłam się.

*2h później*

Mój tatuaż  jest już skończony. Wygląda niesamowicie. Harry jeszcze nie wie, ale mam zamiar mu dzisiaj o tym powiedzieć, jak do mnie zadzwoni jak co wieczór.
Kiedy wracałam do domu, niestety sama, bo Jus musiał przypilnować swoje młodsze rodzeństwo i obiecał mi, że kiedyś muszę je poznać. Nagle zaczepił mnie jakiś mężczyzna.
- Rose! Kim jest twój kolega? Twój chłopak wie, że go zdradzasz? Czy przejmujesz się hejtami? Dlaczego się puszczasz? - Nie odpowiadałam na pytania, ale to ostatnie bardzo mnie zdenerwowało.
- Pieprz się. - Już widzę nagłówki na stronach internetowych i gazetach ,,DZIEWCZYNA HARREGO STYLESA MA NIEWYPARZONY JĘZYK". Przyśpieszyłam kroki i w końcu zjebany paparazzi się odczepił ode mnie.

*20 minut później*

Dotarłam do domu. Jeszcze nigdy tak się nie śpieszyłam. Poszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę wody. Puszczam się? Ale chyba można mieć kolegów? Po co ja się przejmuję? Ja się nie przejmuję. Ja się wcale nie przejmuję. Chyba próbuję przekonać sama siebie. Jestem beznadziejna.
W torebce poszukałam mojego portfela. Miałam w nim zdjęcie mojej koleżanki z Mullingar. A za nim była schowana jedna z mojej kolekcji żyletek. Chłopcy myśleli, że zabrali mi wszystkie, zabawne.
Wyciągnęłam jeszcze papierosy i zapalniczkę po czym ruszyłam do mojego pokoju. Pierwsze co to przebrałam się w coś wygodniejszego. Czyli krótkie spodenki siatkarskie i biały t-shirt Harrego. Następnie otworzyłam okno i odpaliłam fajkę. Zaciągnęłam się, wypuściłam dym i jak zwykle wpatrywałam się w niezachwycające widoki. Kiedy skończyłam palić, zgasiłam szluga i pet wyrzuciłam przez okno.
Wzięłam ostrze do ręki i zrobiłam pierwszą kreskę. Od razu zaczęła lecieć krew, ale przyzwyczaiłam się do tego. Kiedy skończyłam na piątym cięciu, zadzwonił mój telefon. Nie, nie, nie. Tylko nie Harry. A jednak.
- Hej kochanie. - Przywitałam go entuzjastycznie i dałam na głośnik.
- Hej piękna.
- Wcześnie dzisiaj dzwonisz..
- Bo mamy chwile czasu i chciałem usłyszeć twój głos.
- Co za Romeo. - Zrobiłam szóstą kreskę.
- Staram się. Więc co dzisiaj robiłaś?
- Siedziałam w domu. - Powiedziałam do chwili zastanowienia i zrobiłam siódmą kreskę. - A ty?
- To co zwykle. Próby, próby, koncert, hotel. Codziennie to samo.
- Harry?
- Tak?
- Czemu ze mną jesteś? - Zapytałam robiąc ósmą kreskę. - Jestem brzydka. - Dziewięć. - Gruba. - Dziesięć. - Beznadziejna. - Jedenaście. - Żałosna ćpunka. - Dwanaście.
- Ale dla mnie idealna.
- Nie kłam. - Trzynaście. Szlochałam.



____________________________________________________________

Minęło 168 godzin i rozdział dodany!
Coś mało komentujecie :(
DLATEGO JA I WIKTORIA
CHCEMY WIDZIEĆ POD TYM ROZDZIAŁEM
10 KOMENTARZY!

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 21

*następny dzień*

Dzisiaj umówiłam się z Justinem w Starbuks'ie. Jedyne czego się boję, to tego, że Harry się o tym dowie.
Żyje z nadzieją, że nie. Powinnam zaraz wyjść, żeby być na miejscu na czas. Jestem ubrana w TO.

Kiedy docieram do kawiarni chłopak już jest. Zajął stolik pod oknem. Idę w jego stronę i przytulam na powitanie.
- Fajnie Cię widzieć. - Mówi od razu.
- Ciebie też. - Nie jestem pewna czy to prawda, ale próbuję być miła.
- Powiedz co chcesz, od razu kupie dla nas obu.
- Niech będzie to co ty. - Uśmiecham się i wyciągam telefon z torebki. Jak na razie żadnych wiadomości. Około 5 minut szperam bezużytecznie w komórce, po czym przychodzi Jus i podaję mi kubek z moim imieniem. - Dzięki.
- Nie ma sprawy. To teraz mi powiesz czemu mi nie powiedziałaś wcześniej, że jesteś zajęta.
- Nie wiedziałam, że to ma jakieś znaczenie.
- Dużo o sobie opowiadałaś, ale pominęłaś ten fakt, że twój chłopak jest gwiazdą. No wiesz, gdybyś mi powiedziała to nie robił bym sobie nadziei. - Zakrztusiłam się napojem.
- Że co.. nie sądziłam, że po pierwszym spotkaniu można się w kimś zakochać.
- Podobno w waszym przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia. - Wywrócił lekko oczami.
- Nie powiesz mi nic o moim związku czego bym nie wiedziała. Nie znasz mnie.
- Ale chce poznać. - Chciał złapać mnie za rękę, ale ja szybko odsunęłam dłonie.
- Rozmawiając o moim chłopaku chcesz mnie złapać za rękę. Żałosne. - Dyskretnie się rozglądnęłam czy w pobliżu nie ma nikogo kto robi mi zdjęcia. Z tego co widzę wszyscy są zajęci sobą. Siedzieliśmy w cichy co było trochę krępujące. - Chyba będę się już zbierać. - Oznajmiłam i wstałam z krzesła, zabierając torebkę.
- Odprowadzę Cię kawałek. - Również wstał i poszliśmy w stronę wyjścia. Nałożyłam okulary przeciwsłoneczne i poprawiłam włosy. - Dzisiaj mój znajomy robi imprezę..pomyślałem, że chciałabyś pójść.
- Chętnie. - Uśmiechnęłam się do niego szczerze. Uwielbiam domówki, alkohol, dragi. Ale obiecałam im, że już nie będę, ale z drugiej strony ich nie ma.
- Będę po Ciebie o 21. - Kiedy byłam niedaleko domu, powiedziałam, że dalej pójdę sama, więc pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w swoje strony.

*5h później*

Jest godzina 20:00. Powoli zaczynam wybierać ciuchy, w których pójdę. Zdecydowałam się na TO.
Postanowiłam zrobić sobie loki. I już 20 minut później włosy były gotowe. Został tylko makijaż.
Nie chciałam używać cieni do powiek, dlatego zrobiłam sobie kreski, pomalowałam rzęsy i podkreśliłam usta; czerwoną szminką. Zostało mi jeszcze kilka minut więc sprawdziłam mojego Iphone'a. Jedna wiadomość. Harry.
Pod hotelem jest fanka z plakatem ,,RARRY FOREVER" + tęsknię. Kiedy to odczytałam, uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Od razu odpisałam: 
Miło x ja bardziej :(
Usłyszałam pukanie. Przejrzałam się w lustrze i uznałam że jestem w 100% gotowa, czyli Justin nie będzie musiał na mnie czekać. Zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam jego. Był ubrany w TO.
- Gotowa? - Zapytał.
- Gotowa. - Odpowiedziałam radośnie i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i udałam się do jego auta. Pomógł mi wsiąść i ruszyliśmy w stronę celu. - Długo będziemy jechać?
- Nie, 5 minut drogi.
Chwilę później dotarliśmy do domu od którego dudniła głośna muzyka. Od wejścia było czuć mocny zapach alkoholu i tytoniu. Było bardzo dużo ludzi, w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz. Podszedł do nas jakiś chłopak, który przywitał się z Jus'em i spojrzał na mnie. Próbowałam się nie zawstydzić.
- To jest Rose, moja koleżanka. - Przedstawił mnie, podaliśmy sobie ręce.
- Chris. Najlepszy przyjaciel tego frajera i organizator imprezy. -
- Miło poznać.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Chcesz coś do picia?
- Chętnie. - I tak zaczęłam się impreza. Od jednego drinka. Później było ich coraz więcej. Poznawałam znajomych Justina. Tańczyłam z różnymi kolesiami na parkiecie. Potem przyszedł jakiś chłopak ze skrętami. Poszliśmy w 6 osób do jakiegoś pokoju. Z dziewczyn byłam tylko ja i Kate.

*1h później*

Wybiła godzina 1:00 i chciałam wracać powoli do domu. Oczywiście sama o własnych nogach nie wiem czy dam radę. A Justin nie może prowadzić. Byłam już zmęczona, więc poszłam pożegnać się z nowo poznanymi znajomymi. Próbowałam znaleźć jeszcze Biebera. Stał przy schodach. Kiedy szłam w jego stronę, w końcu mnie zauważył. Powiedział coś do kolegi i ruszył do mnie chwiejnym krokiem.
- Ja już będę szła. - Powiedziałam, z nadzieją, że mnie usłyszał, przez głośną muzykę.
- Ja też.
- Autem?
- Nie, jutro go odbiorę. Taxi! Jedziesz ze mną. - Ostatnie zdanie powiedział poważnie.
- A jak nie to co? - Zapytałam z uśmiechem.
- Nie chcesz wiedzieć. - Złapał mnie w pasie i wyprowadził przed budynek.
Chwilę później byliśmy pod moim domem. Chłopak uparł się, że ode mnie do jego domu jest kawałek i wróci piechotą. Nie miałam ochoty się z nim kłócić, dlatego zgodziłam się, bo i tak nie mam nic do gadania.
Odprowadził mnie pod same drzwi.
- Miło było z tobą spędzić czas. - Powiedział patrząc mi w oczy, uśmiechając się i robiąc krok w moją stronę. Ja automatycznie się cofnęłam.
- Z tobą też.
- To pa. - Wpatrywał się we mnie.
- Pa.
- Jesteś wyjątkowo śliczna. - Zdziwiło mnie to i to bardzo.
- Pa. - Powiedziałam pośpiesznie i odwróciłam się od niego. Otworzyłam szybko drzwi i weszłam do domu.




__________________________________________________________

TYDZIEŃ MINĄŁ!
ROZDZIAŁ DODANY!
Jak na razie daję radę ;)

KOMENTUJEMY, PROSZĘ xx

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 20

* tydzień później *

Od czasu kiedy chłopcy wyjechali, rozmawiałam z Harrym 8 razy przez telefon. Na dzisiaj wieczorem umówiliśmy się na skype. Teraz jest 12:03 i za godzinę idę z Eleanor na zakupy. Postanowiłam ubrać się w TO. Pomalowałam się i zeszłam na dół jeszcze coś zjeść. Bez Nialla w tym domu jest tak pusto. Włączyłam telewizor, przełączyłam na MTV i akurat leciało ONE WAY OR ANOTHER.
- ŁAN ŁEJ OR ANADER! - Śpiewałam na cały głos refren i szłam w stronę kuchni. Wyciągnęłam z lodówki arbuza. Pokroiłam go w kosteczkę i wrzuciłam do blendera. Po chwili mój koktajl był już gotowy. [PATRZ] Jeszcze chwilę byłam na instagramie, kiedy El zadzwoniła.
*- Cześć! Gotowa?
- Tak, tylko pójdę po torebkę na górę. A gdzie jesteś?
*- Zaraz będę pod twoim domem.
- Ok. Do zobaczenia. - I się rozłączyła. Pobiegłam do pokoju, wzięłam szybko torbę. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi, i gdy się odwróciłam ujrzałam uśmiechniętą dziewczynę. Szłam w jej stronę.
- Shopping czas zacząć! - Krzyknęła zadowolona Eleanor i ruszyłyśmy w kierunku centrum handlowego.



* 3h później*

Postanowiłyśmy, że wrócimy do domu taxi, ponieważ byłyśmy naprawdę zmęczone i dźwigałyśmy nasze nowo zakupione ciuchy.
- Wiesz, że co rozmawiam z Louisem przez telefon, to on musi chociaż raz zaznaczyć żebyśmy miały Cie na oku.
- Oni uważają mnie za jakąś kalekę.
- Martwią się. - Zapytałam się jeszcze czy zajdzie do mnie na kawę czy coś. Ale odmówiła, mówiąc, że musi jeszcze załatwić parę spraw w banku.
Dojechałyśmy najpierw pod mój dom. W sumie nie wiem czy mogę go nazywać MOIM gdyż za to wszystko i tak płaci Niall. I to tak jakby jego dom. Pożegnałam się z El. I szukałam kluczy w torebce. Kiedy się znalazły otworzyłam drzwi i pierwsze co zrobiłam to rzuciłam zakupy na podłogę. Usiadłam na ziemi i głośno wypuściłam powietrze. Posiedziałam tak około 3 minuty. Miałam teraz ochotę na zimny prysznic. Wstałam, i poszłam o mojego pokoju. Wzięłam jakieś dresy i t-shirt Hazzy który mi zostawił.
Umyłam się szybko, i od razu czułam się lepiej. Usłyszałam dzwonek sms-a. W duchu chciałam, żeby to był Justin, ponieważ miałam dzisiaj ochotę na jakąś imprezę. Niegrzeczna ja. Jednak był to mój ukochany chłopak. Tak bardzo za nim tęskniłam. Kiedy odczytałam wiadomość łezka spłynęła mi po policzku. Tak bardzo bym chciała, żeby teraz był koło mnie. Mimo, że jest dla mnie czaasem wredny czy coś, ja go kocham całym moim małym serduszkiem. Wskoczyłam na łóżko, wzięłam mojego laptopa i weszłam na skype. Harrego jeszcze nie było. Więc przejrzałam tumblra. Facebook, twitter, instagram, tumblr. Po co ja mam tam wszędzie konta? Nie wiem. Kiedyś z nudów tak było, że siedziałam w domu; zamknięta w pokoju i wciągnęłam się w to. Byłam aktywna wszędzie.
Od kiedy się przeprowadziłam tu, zapomniałam co to komputer. I w sumie, to życie bardziej mi pasuje, niż ciągłe siedzenie w domu, i tylko od czasu do czasu wyjście ze znajomymi jak załatwili towar lub były czyjeś urodziny. HARRY DZWONI! Bez zastanowienia odebrałam i od razu ujrzałam jego piękną twarz. Nie mogłam się opanować, zakryłam ręką kamerkę i po prostu popłakałam się. Jeju, nie widzimy się tylko tydzień, a ja już nie wytrzymuję.
- Ej, kochanie.. chcę Cię zobaczyć.
- Ch.. chwila. - Odpowiedziałam, wyłączyłam kamerę, wzięłam głęboki wdech, wytarłam łzy i już mógł mnie zobaczyć. - Jestem.
- I bardzo się z tego cieszę. - Jego uśmiech; umieram. - Zareagowałaś jak fanka, ale podziwiam, że nie krzyczysz. - Zaśmiałam się.
- Nawet sobie nie wyobrażasz.. jak ja za tobą tęsknię. - Oparłam się na łokciu i wpatrywałam w mojego przystojnego mężczyznę.
- A ja za tą Panią! - Powiedział i wskazał palcem na mnie.
- Wracaj do mnie..
- Już niedługo skarbie, niedługo.
- Ile masz czasu na rozmowę?
- 20 minut. 20 minut na oglądanie mojej księżniczki i 20 minut słuchanie jej pięknego głosu.
- Kto tu ma piękny głos, no kto.
- Ja? No co ty, tylko miliony dziewczyn na świecie leci na moją chrypkę...
- Harry! Wiedź, że mogę się w każdej chwili się rozłączyć!
- Nie martw się, jestem tylko twój. - Znowu ten uśmiech.
- Tylko mój. - Powtórzyłam. Nagle usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Nieznany numer, jednak odebrałam.
Wyciszyłam głos na skype.
- Hallo?
*- Hej, Rose. - Justin..
- Hej. Przepraszam Cie ale czy mógłbyś zadzwonić za 30 minut? Albo nie, ja zadzwonię, jak już będę mogła.
*- Jasne, sorrki. Chciałem się tylko coś spytać.
- To chyba może poczekać, wybacz. - Rozłączyłam się. I wznowiłam mikrofon.
- Kto to był? - Zapytał od razu Harry.
- Em.. Perrie. Pytała jak u mnie, ale powiedziałam jej, że rozmawiam z tobą i żeby oddzwoniła. - Uśmiechnęłam się, żeby nie pomyślał, że kłamie.
- Fajnie, że masz dobre kontakty z resztą dziewczyn. A, słyszałem, że byłaś dzisiaj na zakupach?
- Skąd? El, powiedziała Louisowi?
- Nie, od Paula. - Tu się troszkę zdziwiłam. - Paparazzi zrobiło wam kilka fotek i od razu znalazły się na stronkach plotkarskich.
- O ja..
- Dziwne, co nie? Każdy wie, co robisz w każdej wolnej chwili.
- Ta..

*30 minut później*

Już skończyłam rozmowę z moim chłopakiem. Muszę w końcu zadzwonić do Justina. Najpierw jednak zapisze go do kontaktów, bo jakimś dziwnym cudem się SAM usunął. Dobra, dzwonie.
*- Myślałem, że nie zadzwonisz.
- Byłam zajęta, emm.. to o co chciałeś zapytać?
*- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś dziewczyną Harrego Stylesa?


_____________________________________________________________


TEN OTO ROZDZIAŁ PISANY NOCAMI! TADAAA!
A więc, ten gif z Chachi i Harrym robiłam SAMA! Kumacie?! Szacun >>>>>>>>
Rozdziały będą co tydzień, prawdopodobnie w każdą niedziele :)

Wiktoria od szukania gifów i pomocy pisemnej! Looolz! XD Ta praca jest ciężka, więc, docencie to! :D

KOCHAMY WAS <3 font="">

10 KOMENTARZY CHCE WIDZIEĆ!

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 19

*oczami Rose, rano*

Wstałam około 13 w południe, poczułam straszny ból głowy. Dopiero po chwili przypomniałam sobie co się wczoraj działo. Poszłam do łazienki się ogarnąć, po czym zeszłam na dół po butelkę wody. Przy stole siedział mój brat i pił kawę.
- Może chcesz piwka? - Zapytał lekko wkurzony.
- Może się zamkniesz? - Odpowiedziałam pytaniem, na pytanie i się napiłam wody.
- Może się wreszcie ogarniesz i przestaniesz sprawiać kłopoty?
- Może to moje życie?
- Może jesteś pod moją opieką?
- Daj mi spokój... - Zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam, że to Justin. SKĄD ON MA MÓJ NUMER?! Odebrałam.
- Hallo?
*-Hej Rose, wczoraj trochę przesadziliśmy i chciałbym..
- Nie, wszystko jest w porządku.
*- Ymm.. no to kiedy się spotkamy czy coś?
- Justin, nie wiem czy będę miała w tym tygodniu czas, ale jak coś to dam ci znać.. - I w tym momencie Niall wyrwał mi telefon z ręki. Próbowałam mu go zabrać, ale bez szans.
*- Okey, będę cze.. - Nialler się rozłączył i popatrzał na mnie groźnym wzrokiem.
- CO TY ODPIERDALASZ?!
- A teraz o co Ci chodzi, bo nie rozumiem?
- Poznałaś sobie jakiegoś kolesia, chlejesz z nim, a zapomniałaś o jednym szczególe.. Masz chłopaka wiesz, i to nie byle jakiego, zachowujesz się jak gówniara, a co będzie jak my pojedziemy w trasę, ty się stoczysz, codziennie naćpana, najebana. Ogarnij się dziewczyno, masz 16 lat. - Wyszedł z domu trzaskając drzwiami.

*1h później*

Siedzę u siebie z pokoju i próbuję się dodzwonić do Nialla lub Harrego. Ale żaden niestety nie odbiera. Pomyślałam, żeby zadzwonić do któregoś z reszty chłopców, ale zrezygnowałam jak sobie przypomniałam w jakim stanie mnie wczoraj widzieli. Skorzystałam z okazji, że nie ma nikogo w domu i wyciągnęłam z torebki nową paczkę papierosów i wzięłam jednego po czym go odpaliłam. Zaciągnęłam się i podeszłam do okna i wpatrywałam się w widok Londynu. Gdy skończyłam wyrzuciłam peta i usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Od razu pomyślałam, że to mój brat. Ten ktoś zaczął iść po chwili po schodach i, w stronę mojego pokoju. Nagle w drzwiach zobaczyłam Hazze. Patrzył się na mnie mega wkurwiony. Wystraszyłam się, ponieważ raz mnie już uderzył. Nie robiłam z tego jakieś afery.
- I co tam u Justina? - Zapytał, nadal się na mnie intensywnie patrząc.
- A skąd ty o nim wiesz?
- Jak jesteś pijana to dużo mówisz. - Podszedł powoli do mnie, nie odrywając wzroku. W końcu stał przede mną. - Fajki też Ci kupił?
- Nie interesuj się. - Popchał mnie na ścianę i położył dłonie po obu stronach mojej głowy.
- Jesteś moja, dlatego to również jest moja sprawa.
- Nie jestem rzeczą.
- Ale należysz do mnie. - Powiedział niskim głosem. Nasze twarze dzieliły milimetry. Jego oczy były inne niż zwykle. Można było w nich zobaczyć złość.
- N-nie. - Zająknęłam się ze strachu przed nim. On ze złości z całej siły walnął pięścią w ścianę. Nie wiedziałam co się dzieje, zsunęłam się po ścianie na podłogę i zaczęłam niekontrolowanie płakać.
- Harry, o co Ci chodzi? - Zapytałam dławiąc się łzami.
- Zdradzasz mnie!
- Boże, nie. To tylko znajomy, kolega. Naprawdę nie.
- Powiedzmy, że Ci wierze.
- Yy, kochanie. - Spojrzał na mnie już spokojniej. - Gdzie jest ten słodki, kochany i milutki Harry którego widzą media?
- Nie istnieję.
- To dlaczego wszyscy uważają, że jesteś ideałem kochającego chłopaka, jak tak naprawdę, jesteś.. EVIL.
- Miliony nastolatek nie zakochało by się w boybandzie gdyby był w nim prawdziwy Harry.
- A dlaczego mnie .. bijesz?
- Bo muszę Cię wychować.

*2h później*

Siedzimy wszyscy razem; ja, Harry, Niall, Liam, Louis, Zayn, Perrie, Eleanor, Danielle i Jade.
- Ej, bo ja jeszcze raz chciałabym was przeprosić. Ja wiem, że zachowuje się jak dziecko, ale ja się zmienię. Nie martwcie się, jak będziecie w trasie, dam sobie radę, nie będę brała już tego świństwa. - A co tam, jedno kłamstwo w te czy we w te. Pocałowałam Harrego w policzek i uśmiechnęłam się do wszystkich.
- To co, teraz na imprezy nie będziemy mogli chodzić.. - Powiedział przygnębiony Lou.
- Louis! - Skarciła go wzrokiem El.
- Będziecie, tylko beze mnie. - Powiedziałam.
- Jak bez Rose, to też ja nie. - Odezwał się Harry.
- No to się będzie działo. - Roześmiał się Nialler.

*5h później, oczami Harrego*

Postanowiliśmy, że dzisiaj będę nocował u Rose. Ona właśnie poszła wziąć prysznic. Zauważyłem, że zostawiła swój telefon na komodzie. Coś mnie ciągnęło, żeby go sprawdzić. Na szczęście nie miała hasła. Od razu przejrzałem sms-y ale nie było tam nic podejrzanego. Następnie zobaczyłem ostatnie połączenia i tam było coś co przykuło moją uwagę. Dzisiaj rozmawiała z Justinem. Momentalnie się spiąłem. Jak najszybciej usunąłem go z kontaktów. Kiedy chciałem zajrzeć jeszcze w galerie, drzwi otworzyły się, a w nich stanęła Rosie w samym ręczniku.
- Yy.. coś się stało z moim telefonem? - Zapytała krzywo na mnie patrząc.
- Nie, tylko tak patrzyłem.
- Niech Ci będzie. - Zabrała mi urządzenie z ręki i sprawdziła historie. No to po mnie. - Widzę, że mi nawet telefon sprawdzasz.
- A masz coś do ukrycia?
- Już nie. - Uśmiechnęła się do mnie sztucznie.

*6 dni później, oczami Rose*

Jesteśmy właśnie na lotnisku, gdzie chłopcy zaraz wyjadą w trasę na dwa miesiące. Obiecaliśmy sobie, że codziennie będziemy do siebie dzwonić i czasem jak będzie miał czas to rozmawiać na skype. Na miejscu było bardzo dużo fanów. Paul kazał nam zakryć twarze przed fleshami. . Najpierw pożegnałam się z Liamem, który mi zrobił kazanie. Następnie był Zayn, który kazał mi uważać na swoją fryzurę gdy go przytulałam. Potem był Louis, ten to musiał coś głupiego powiedzieć. 
- Pewnie Hazz będzie sobie walił z tęsknoty za tobą.
- A ty z tęsknoty za El. - Oboje się zaśmialiśmy. Następnie żegnałam się z moim braciszkiem, który mi zrobił zapas jedzenia w domu na najbliższe 3 tygodnie. W tym momencie zaczęły lecieć mi łzy. Na końcu został mój koteczek. Już nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Gdy się przytulaliśmy ryczałam już niekontrolowanie.
- Kochanie, spokojnie, nie płacz. - Próbował mnie uspokoić, ale jeszcze bardziej zaniosłam się płaczem.
I nadszedł ten znienawidzony moment w którym musieli odlecieć. Zauważyłam, że dopiero gdy chłopcy byli już w samolocie; dziewczyny zaczęły głośno płakać.
- Rosie, my za każdym razem przeżywamy to samo. W końcu przekonasz się, że oni nie mogą widzieć twoich łez, bo mają poczucie winy. Ale to ich praca i dzięki temu, że teraz polecą w trasę; miliony directioners spełniają swoje marzenia. - Powiedziała Danielle pocieszając mnie.




_____________________________________________________________________

WITAM!
Jak ktoś zauważył to zmieniłam z 3 miesięcy trasy na 2 miesiące, bo uważam, że 3 to za dużo i nie przemyślałam tego.
Od niedawna piszę rozdziały z Wiktorią! :D siedzimy dniami i nocami i wymyślamy.
PROSZĘ, DOCENCIE TO.
POZDRAWIAM / Ania


Mam nadzieję, że rozdział się podoba i polubicie mnie tak samo jak Anie. Całuski :* / Wiktoria.


KOMENTUJEMY! 

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 18

*3 dni później, oczami Harrego*
Porozmawialiśmy na spokojnie z chłopakami i jesteśmy już pogodzeni. Dzisiaj po południu mamy spotkanie z managerem. Teraz leżymy z Rose u niej w pokoju i leniuchujemy. Przez ostatni tydzień dużo poleciało hejtów na nią, nie tylko na jej twitterze, ale również moim. Jak na razie oboje nie korzystamy z tego portalu, tylko czekamy jak to wszystko się uspokoi.
- Rose, ale teraz na poważnie.. - Zacząłem.
- Słucham się uważnie, zrymowało się! - Zaśmiałem się i popatrzałem jej w oczy. Fajnie mieć taki skarb przy sobie. 
- Serio, nie jesteś dziewicą?! - Zapytałem nadal patrząc jej w oczy.
- Jezu Harry, tak. Wybacz niestety nie rozdziewiczysz mnie.
- Szkoda.
- Debil.
- A tak w ogóle kiedy masz okres?
- A co Ci to wiedzieć?
- Bo jesteś moją dziewczyną?
- Jakoś początki miesiąca.
- Nie będziemy mogli się wtedy ruchać. - Zrobiłem smutną minę i próbowałem się nie zaśmiać. Rzuciła we mnie poduszką.
- Tak się bawimy? - Zapytałem z uśmiechem. Wziąłem drugą poduszkę i rzuciłem w jej stronę. Śmialiśmy się w najlepsze.

*2h później*

Właśnie cały nasz zespół jedzie jednym autem pod studio gdzie mamy się spotkać z Paulem. Przed budynkiem były fanki, ale jakoś przedostaliśmy się do środka. Przywitaliśmy się z mężczyzną i usiedliśmy na kanapie, a on na przeciwko nas.
- Jedziemy w trasę po Ameryce. - Powiedział prosto z mostu.
- CO?! - Krzyknęliśmy wszyscy na raz.
- Kiedy? - Zapytał Liam.
- Już za tydzień! To tylko dwa miesiące.
- Nie mogłeś nas uprzedzić wcześniej?! - Powiedziałem z wyrzutem. Wstałem i zacząłem chodzić w kółko.
- Nie może moja siostra jechać, co nie? - Zapytał Niall.
- Raczej nie. Da sobie rade, jest prawie dorosła.

*4h później, oczami Rose*

Dowiedziałam się o wszystkim. W sumie nie wiem co myśleć. Z jednej strony to jego praca, ale 3 miesiące to dużo. Będę tęsknić za moim misiaczkiem bubu słodkości. (XD)
Mam zamiar teraz wyjść na spacer wszystko przemyśleć. I wreszcie będę mogła zapalić. Huuura. 
Byłam w przedpokoju i ubierałam buty.
- Niall, wychodzę! - Krzyknęłam szybko i chciałam już wyjść.
- Chwila.. - Przybiegł do mnie. - Wracasz do 22, nie palisz, nie pijesz, NIE ĆPASZ. Masz wrócić cała i zdrowa. - Zrobiłam krok w stronę drzwi. - Sekunda! Masz sprej pieprzowy w torebce?
- Idź się leczyć. - Zmierzyłam go i wyszłam. Wsadziłam słuchawki do uszu i puściłam TO.
Kiedy byłam w parku wzrokiem poszukałam wolnej ławki i szłam w jej kierunku. Usiadłam i wyciągnęłam z torebki paczkę papierosów; które miałam już od 2 miesięcy, bo nie miałam okazji zapalić. Wyciągnęłam jeszcze zapalniczkę i odpaliłam szluga. Zaciągnęłam się i wypuściłam dym z ust. Nagle podszedł do mnie wysoki i nie powiem przystojny chłopak. Był może w moim wieku lub starszy.
- Hej... Masz może ognia? - Zapytał pokazując nie odpaloną fajkę.
- Ta.. jasne. - Podałam mu i odpalił. Usiadł obok mnie.
- Justin. - Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Rose. - Podałam mu swoją i uścisnęłam. I tak właśnie zaczęłam się rozmowa.
~~~~~~
- I tak właśnie moja 6-letnia siostrzyczka pomalowała mi paznokcie.. - Wybuchłam głośnym śmiechem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 21:34. Chyba trochę przegadaliśmy.
- Ja powinnam się chyba zbierać. - Oznajmiłam ze smutkiem.
- Serio? Myślałem, że pójdziemy gdzieś do knajpy czy coś.
- Brat mi kazał być o 22 w domu..
- Jesteś młoda! Baw się!
- Masz rację! Chodźmy! - Ruszyliśmy w stronę wyjścia z parku.

Justin zaprowadził nas na miejsce; nie całe 10 minut drogi.
- Dużo tu facetów. - Powiedziałam gdy przekroczyliśmy próg. Patrzą się na mnie. Świetnie. Zacznę się rumienić i nie będzie tak super. Usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy sobie po piwie.


*1h później, oczami Nialla*

Rose powinna być 30 minut temu w domu. Nie mogę się do niej dodzwonić. Boję się, że ktoś ją zgwałcił. Nie, Horan, świrujesz. Może zadzwonię do Stylesa.
- Hallo? - Odebrał!
- JEST U CIEBIE ROSE?
- Nie, a powinna?
- Powinna być już dawno w domu!
- Dobra, nie przejmuj się pewnie zaraz wróci.
- Jak mam się nie przejmować? Ty jesteś jej chłopakiem i pilnowanie jej to twój pieprzony obowiązek!

*3h później*

Przez godzinę z Harrym siedzimy w salonie na dupie i czekamy jak pojawi się w domu. Gdyż przez 2 godziny jeździliśmy do parkach i ulicach i jej szukaliśmy. Usłyszeliśmy pukanie i zerwaliśmy się z kanapy z nadzieję, że to Rose. Okazało się, że to Louis przyjechał i oznajmił, że przejechał wszystko i nigdzie jej nie widział. Tak, zadzwoniliśmy do chłopaków, chciałem się tylko zapytać, czy może nie mam jej u nich czy coś, ale doszło do tego, że pomagają nam jej "szukać". Po 5 minutach usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Teraz myśleliśmy, że to na pewno Liam lub Zayn. Ale była to NAJEBANA ROSE. Szybko do niej podeszliśmy i podtrzymywaliśmy ją. Nie trzymała się kompletnie na nogach, mówiła coś nie zrozumiałego i ciągle powtarzała imię ,,Justin"
- Masz przejebane. - Powiedział wkurwiony Hazz.





______________________________________________________________

TEN OTO ROZDZIAŁ PISAŁAM MIESIĄC, JESTEM OKROPNA, WIEM!
Tak jesteś ~ Wiki
Dodaje go o 02:02 :o
Dokończałam go razem z WIKTORIĄ  
W ZAKŁADCE POSTACIE MOŻEMY ZOBACZYĆ JUŻ JUSTINA!

KOCHAM WAS <3 font="">

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 17

Harry zbliżał się do nas, my już dawno spaliliśmy i chyba zaczęło się. Mój chłopak podał mi drinka, a ja wypiłam od razu całą zawartość.
- Wszystko dobrze? - Zapytał zdziwiony chłopak.
- Lepiej być nie mogło! - Odpowiedziałam i zaśmiałam się. Poczułam dłoń na czole, znowu się zaśmiałam.
- Nie masz gorączki... - Nie dokończył, bo mu przerwałam.
- Tylko dobry humor! - Krzyknęłam i zaczęłam wymachiwać rękami. Hazz był lekko zorientowany. - Baw się! - Znów wydarłam się by przekrzyczeć muzykę.
- To my chyba wracamy już do domu. - Powiedział na jednym tchu loczek do kolegów. Złapał mnie za nadgarstek i zaczął wyprowadzać. Nie miałam sił by się szarpać z nim, gdyż na sto procent nie miałam szans. Był ode mnie o wiele silniejszy.
- JEDNOROŻCE! -  Wrzeszczałam i śmiałam się jednocześnie. - Lecimy je złapać! Do boju pokemony!
- Rose! Co ci wsypali do alkoholu?!
- Nie, ja serio lubię zwierzęta. - Powiedziałam spokojnie i spojrzałam mu w oczy. I to był mój błąd.
- Masz 10 sekund żeby się znaleźć w samochodzie. - Powiedział bardzo wkurzony, na co ja posłusznie go posłuchałam. Siedziałam już w jego aucie, on chwile po mnie przyszedł, przy czym mocno trzasnął drzwiami.
- A ty nie piłeś? - Zapytałam z uśmiechem, ponieważ prowadził. Ale zero odpowiedzi. Jego szczęka była zaciśnięta, a dłonie na kierownicy mocno ściśnięte. Patrzył prosto przed siebie. Było pusto na ulicach, nagle zjechał na pobocze i wziął głęboki oddech. - Spokojnie. - Powiedziałam i położyłam rękę na jego kroczu. Gdybym była w normalnym stanie, wątpię żebym to zrobiła. Harry strzepnął moją dłoń i zwrócił twarz w moją stronę. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że on nie jest na mnie zdenerwowany. On jest wkurwiony.- Co ja.. - I teraz dostałam w twarz. Tak, dostałam z liścia od mojego chłopaka.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Że za każdym razem gdy będziemy na imprezie ty będziesz naćpana?!
- Ha.. - Chciałam mu przerwać.
- Ja mówię! Rozumiem, że kiedyś to było twoim uzależnieniem, ale teraz robiąc to, ty mnie ranisz! Nienawidzę patrzeć jak ktoś kogo kocham zabija się od środka..


10 minut później byliśmy pod domem. Jak na razie nie śpieszyło mi się żeby wysiąść. Chłopak wysiadł, otworzył moje drzwi i wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do mojego pokoju.
- Przebrać Cię w piżamę? - Zapytał spokojnie, a ja tylko pokiwałam głową. Zaczął mnie powoli rozbierać. I znowu zobaczył to czego nigdy nie powinien. Szybko zakryłam ciało kołdrą i schowałam twarz w poduszkę. - Spokojnie.. - Powiedział, spojrzałam na niego i zobaczyłam łzy w jego oczach.
- Byłam taka słaba, byłam tchórzem.. - Szepnęłam cicho.
- Ty walczyłaś, idź spać Rosi.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo masz zostać ze mną.
- A jak zareaguję Niall jak zobaczy nas razem w łóżku?
- Będzie pijany, proszę, no. - Zrobiłam smutną minę. Przekonałam chłopaka i ściągnął spodnie i koszulę. Położył się obok. - Hazziu, a nie dasz buzi na dobranoc? - Zapytałam nadal udając smutną i przygnębioną.
- Nie. - Powiedział stanowczo. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Za dzisiejszą akcje. - Pokiwałam lekko głową i obróciłam się do niego plecami. - Postaw się na moim miejscu. - On również się ode mnie odwrócił. Dopiero po godzinie zasnęłam.



*Harry; rano*

Wstałem około 11. Moje kochanie nadal spało. Jestem tak bardzo na nią zdenerwowany. A jeszcze bardziej na tego kto jej to dał. Nie wiem kto i co i jak, ale mam zamiar się dowiedzieć. W końcu byli z nią Zayn i Louis, na pewno coś widzieli. Dałem dziewczynie krótkiego buziaka w policzek i zszedłem na dół w samych bokserkach. Zobaczyłem Nialla siedzącego przy stole z butelką wody, a obok leżało pudełko tabletek.
- Siema, stary.
- Nialler, przypominam Ci, że jestem młodszy o rok.
- Wiem, stary. - Rozmawiać z debilem. - A co tu robisz?
- Stoję jak nie widać.
- Jak na razie widać, że nie w humorze jesteś. Co znowu zrobiła?
- Najarała się. - Chłopak się już więcej nie odezwał. Po pół godzinie Rose zeszła na dół. Usiadła koło swojego brata, wzięła tabletki do ręki i połknęła bez picia.
- To ja może pójdę do siebie. - Powiedziała i ruszyła w stronę schodów.

*Rose*
W pokoju spojrzałam w lustro i wyglądałam jak pół dupy za krzaka. Przeszłam się do łazienki żeby rozczesać włosy, wziąć krótki prysznic i nałożyć lekki makijaż. Wróciłam do pomieszczenia zwanym moim pokojem i postanowiłam zobaczyć co się dzieje na twitterze. Usiadłam na łóżku i położyłam laptopa na kolanach, zalogowałam się na portal i pojawiło mi się pełno powiadomień. Około miliona więcej obserwujących. Zdziwiłam się, że aż tak dużo osób dowiedziało się o mnie jako o siostrze Nialla Horana, lub dziewczynie Harrego Stylesa. Również było dużo tweetów wysłanych do mojej osoby.
,,Nienawidzę Cię!"
,,Dziwka, która daje dupy Harremu!"
,,Szmata! Życzę Ci śmierci!"
,,Umrzyj suko!"
,,Jesteś taka brzydka, jak dupa mojej babci!"
,,Mam nadzieję, że Hazz Cię zostawi po miesiącu jak nie mniej!"
Zamknęłam jak najszybciej komputer i odłożyłam. Postanowiłam zejść do chłopaków. Zastałam nie tyko ich, ale i resztę zespołu i ich dziewczyny. Pobiegłam do mojego chłopaka i go przytuliłam. Wszyscy przyglądali się nam.
- Ej, mała co się stało? - Zapytał Harry.
- Miałeś racje, wy wszyscy mieliście racje. - Powiedziałam mocniej wtulając się w jego tors. - One są okropne, nienawidzą mnie. - Odezwałam się znowu. Widziałam, że wszystkim było mnie bardzo szkoda. W sumie dziewczyny chyba wiedziały co czuje.
- Rosi, one muszą Cię zaakceptować, zobaczysz pokochają Cię. - Powiedział Liam.
- Dobra, ale zebraliśmy się tutaj wszyscy, żeby porozmawiać o czymś bardziej istotnym. O mój boże, czuję się taki ważny. - Wszyscy się zaśmiali na wypowiedź Horana.
- Przejdźmy do rzeczy. Zayn, Louis czy wiecie coś o tym co wzięła wczoraj Rose? - Oboje nic się nie odezwali, tylko spojrzeli na siebie.
- Powiedzieć im prawdę? - Zapytał Louis, Zayna.
- Chyba trzeba. - Odpowiedział chłopak.
- No bo.. - Zaczął Lou.
- To my jej daliśmy zajarać z nami jointa. - Dokończył Malik. Hazz cały się spiął, zacisnął pięści. Liam i Niall próbowali go trzymać, żeby nie wybuchnął i nie rzucił się na nich.
- CO WY JEJ KURWA DALIŚCIE?! - Krzyknęła Perrie.
- WY SOBIE CHYBA JAJA ROBICIE?! - Teraz odezwała się Eleanor.
- ZABIJE WAS! - Wybuchnął Styles i już go inni nie zdołali trzymać, chłopak zaczął okładać pięściami najpierw Zayna. Wszyscy próbowali ich odciągnąć od siebie, ale on był naprawdę bardzo zdenerwowany. Kopał również Louisa na którego był tak samo wkurzony.
- HARRY TO NIE ICH WINNA, TO JA ICH PRZEKONAŁAM, ŻEBY MNIE POCZĘSTOWALI! - Próbowałam przemówić mu do rozumu, jak na razie mi się nie udawało.





____________________________________________________

Jest rozdział!
Nie czekaliście miesiąc, tylko tydzień.
A więc, pisze go u mojej przyjaciółki; Wiktorii, w domu, gdyż moja siostra coś nie chce mi oddawać laptopa.
Wiki czyta Evila, ciągle się pyta jak mi idą rozdziały, ile już jest, czy coś jest mi potrzebne, a więc:
WSZYSCY W KOMENTARZACH DZIĘKUJEMY WIKTORII ZA GENIALNE GIFY I ZDJĘCIA!
<3 kocham="" nbsp="" p="" was="">

DAĆ 15 KOMENTARZY MISIE! xx