wtorek, 23 września 2014

Rozdział 27

Wróciliśmy z Niallem do mieszkania.
- W końcu w domu! - Krzyknął kiedy tylko wszedł przez drzwi. - Idę pod prysznic, zaraz pogadamy.
- Mam się bać?
- Może. - Zrobić groźną minę, na co ja się zaśmiałam.

*20 minut później*

Brat wrócił do salonu, kiedy ja leżałam i oglądałam jakiś głupi film.
- Jestem taki głodny. - Powiedział wchodząc do kuchni.
- Czemu mnie to nie dziwi? - Przewróciłam oczami. Chwile później coś, a raczej ktoś położył mi się na plecach. - Niall! Nie ważysz 40 kg!
- Ważę 30 kg.
- Chciałbyś.
- Ej, czekaj, czekaj, co to... - Złapał za mój nadgarstek i patrzył na tatuaż. - Serio? Tatuaż? Ja nie mam żadnego, a ty..
- Harry ma jakieś 50, też chciałam!
- A co on na to?
- Jeszcze nie wie. - Spojrzał na mnie podejrzanie. - Ale mu powiem. Jutro.
Do 1 w nocy siedzieliśmy i rozmawialiśmy o koncertach, o całej trasie. Opowiadał przezabawne historie. Mówił o każdym psikusie co zrobili. Po prostu gadaliśmy jak rodzeństwo, tak jak kiedyś. Tylko, że teraz jest sławny, kiedyś nie był. Ale pomimo tego nie zmienił się. Kiedy już każdy szedł do swojego pokoju, przytuliłam go i powiedziałam:
- Jestem z Ciebie tak cholernie dumna. - Nie wiem czemu to powiedziałam, chyba musiałam. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie wspierałam go kiedy zaczynał. Kiedy może było mu ciężko. Pamiętam jak nagle z dnia na dzień go zabrakło. Nie mogłam się pozbierać. Ciągle wmawiałam sobie jak ja cierpię, przez to że mnie zostawił. Byliśmy bardzo zgranym i kochającym się rodzeństwem. Ale tak naprawdę to ja go zostawiłam. Nie mogłam znieść myśli, że opuścił dom dla kariery, ale to właśnie wtedy on potrzebował mnie najbardziej. Zamiast dawać mu siłę i wierzyć w niego, to przez to że traktowałam go jak powietrze i nic nie wartą szmatę, on cierpiał gorzej niż ja kiedykolwiek. I dlatego nienawidzę siebie, że nie byłam wtedy przy nim.

*rano, 9.30*

Wstałam i pierwsze co to się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że nie jestem teraz sama w domu. Prawdopodobnie jeszcze śpi, więc wzięłam telefon i zeszłam do dół, do kuchni. Postanowiłam zrobić naleśniki. Ponieważ jakoś rok ich nie robiłam, na internecie sprawdziłam przepis i zaczęłam przygotowywać śniadanie.

Oczywiście pierwszy naleśnik się nie udał, ale pamiętam, że od zawsze to był taki mój rytuał, że jak pierwszy nie wyszedł, reszta będzie świetna. Nie myliłam się. Po 10 minutach jedzenie były gotowe, ale brat nadal spał. Poszłam do jego pokoju i zobaczyłam jak słodko śpi. Nie mogłam się powstrzymać i zrobić mu zdjęcie.
- Niall. - Powiedziałam cicho. Zero reakcji. - Niall. - Znowu nic. Musze go obudzić, ale nie reaguje. Pobiegłam do kuchni wzięłam szklankę, wróciłam do pokoju; nadal śpi. Poszłam do jego łazienki. Ktoś tu musi posprzątać, i na pewno tą osobą nie będę ja. Nalałam wody do naczynia i stanęłam koło łóżka.
- Niall! - Spróbowałam ostatni raz. - Masz tak cholernie głęboki sen. Wybacz. - Śmiałam się pod nosem i wylałam zawartość szklanki na chłopaka. Wzdrygnął się i otworzył oczy.
- Masz 3 sekundy żeby uciec. - Od razu zaczęłam biec, a Nialler nawet nie czekał tylko zaczął mnie gonić. Najpierw uciekłam na dół i stanęłam za kanapą. Po 2 sekundach wbiegł do salonu.
- Ja.. - Śmiałam się. - Zrobiłam naleśniki. - Spojrzał na mnie i później na kuchnie, gdzie zobaczył na wysepce porcję naleśników.
- Udało Ci się.

*5h później*

Właśnie wchodzę do domu Harrego.
- Harry! - Wydarłam się na cały dom. - Harry! - Chyba całe One Direction jest głuche od tych koncertów. - Dobra, idę do domu! - Obróciłam się, ale usłyszałam huk. Okazało się, że Hazz się wywalił na schodach.
- Pomogłabyś. - Powiedział zraniony. Położyłam się na podłodze i nie mogła opanować śmiechu.
- Daj mi chwile. - Jeszcze jakąś minutę się śmiałam, aż w końcu brzuch mnie zaczął od tego boleć. Wstałam i podeszłam do chłopaka. Dopiero teraz zauważyłam, że jest w samych bokserkach.
- Ubrałbyś się. - Powiedziałam dalej ze śmiechem.
- A ty rozebrała. - Odpowiedział. Spojrzałam na niego jak na debila.
- To nie było takie śmieszne. - Pogroziłam mu palcem. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie, tak że wylądowałam na nim. Dał mi słodkiego buziaka w usta.
- Tęskniłem.
- Ja też. - Pocałowałam go w czubek nosa.


Właśnie oglądaliśmy film, a dokładnie ''Gwiazd Naszych Wina"
- On nie umarł! - Ryczałam, dosłownie, Harremu w koszulkę. Czułam się jak by mi dziadek zmarł.
- To tylko film. - Głaskał mnie po plecach.
- AUGUSTUS NIE ŻYJE!
- Wiem jak poprawić Ci humor.
- Nie oddasz mu swojego serca...
- Skarbie. Nie chodzi mi o ten film.
- Nic nie przywróci mu życia.
- Jedziemy za dwa dni do Dubaju. - Powiedział prosto z mostu. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami.
- A tam będzie Gus? Nie, nie będzie! Bo on nie żyje.
- Wrócimy akurat przed twoją szkołą.
- Jak Augustus nie chodzi do szkoły to ja też.
- Ja pierdole. - Zaśmiał się.
- Musze Ci coś powiedzieć. - Zmieniłam temat i spojrzał na niego. - Ale nie krzycz. Bo wiesz, ty masz tak dużo tatuaży, i one są do końca życia. I ludzie mają marzenia, żeby sobie jakiś zrobić. I trzeba wierzyć w marzenia..
- Rose?
- Bo ja sobie zrobiłam tatuaż. - Podwinęłam rękaw i pokazałam mu napis. Spojrzał na mnie zdziwiony i na początku nie chciał uwierzyć. Później był trochę zły. Jakiś czas się nie odzywał, ale w końcu powiedział:
- Szkoda, że nie uzgodniłaś tego ze mną. - Pocałowałam go niewinnie na przeprosiny.

*oczami Harrego*


- Miałem wytrzymać do Dubaju. - Całowałem ją zachłannie. - Ale nie mogę. -  Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Posadziłem ją na łóżku i zdjąłem z niej koszulkę. Obdarowałem ją kolejnym pocałunkiem. Rozpiąłem jej stanik i delikatnie objąłem dłońmi jej piersi. Poruszyła się niespokojnie, ale po chwili wplotła palce w moje loczki. Rozpiąłem jej spodnie i zsunąłem z jej ciała. Rzuciłem je na podłogę, a po chwili dołączyłem moje spodnie, koszulkę i naszą bieliznę. Wyjąłem z szafki prezerwatywę. Zacząłem się delikatnie w nią wsuwać. Spojrzałem jej w oczy i splotłem nasze dłonie obok jej głowy. 


- Nasz pierwszy raz miał być wyjątkowy. 
- Jest wyjątkowy. - Poruszałem się w niej powoli obserwując jak moja kochana czuje się coraz lepiej ze mną. Jak nasze ciała łączą się w miłości. Wygięła się oddając mi siebie. Doszła jęcząc moje imię. Zamknąłem ją w ramionach przeżywając mój własny kosmos. 




___________________________________________________________

PRZEPRASZAMY, ŻE ROZDZIAŁ JEST WE WTOREK :(
Ale szkoła..
To chyba wytłumaczenie każdej autorki fanfiction. Ale taka prawda.
Mamy nadzieje, że się podoba. I NAPRAWDĘ polecamy Gwiazd Naszych Wina, i film i książkę :)
Chyba nie aż taki krótki rozdział, dlatego liczymy na dużo komentarzy  

KOMENTUJEMY 

8 komentarzy :

  1. Cudooowny ! <3
    Mmm... ale erotycznie ;d
    http://still-the-one-ff.blogspot.com/ -- Zapraszam ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki cudowny !!! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Zapraszamy na bloga o Leigh-Anne z Little Mix :) http://stansietymkimjestesnaprawde.blogspot.com/2014/09/prolog.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdzial szkoda tylko ze napisałaś jak kończy się film Gwiazd naszych wina, serio nie wiem czemu to zrobiłaś może ktoś nie chce znać zakończenia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecasz film Gwiazd naszych wina i właśnie odpowiedziałaś zakończenie :/

    OdpowiedzUsuń